Articles for Christians at TrueChristianity.Info. Eros, płeć i feminizm Christianity - Articles - Młodzież
Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.                Nie będziesz wzywał imienia Boga twego nadaremno.                Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.                Czcij ojca swego i matkę swoją.                Nie zabijaj.                Nie cudzołóż.                Nie kradnij.                Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.                Nie pożądaj żony bliźniego swego.                Ani żadnej rzeczy, która jego (bliźniego) jest.               
Portal ChrześcijańskiPortal Chrześcijański

Chrześcijańskie materiały

 
Eros, płeć i feminizm
   

Autor: doc. dr hab. med. Kinga Wiśniewska-Roszkowska,
Miłujcie się! 5/2000 → Młodzież



Miłość erotyczna z natury swej służy ro­dzi­nie i rodzicielstwu – do tej nad­rzęd­nej sprawy każda z płci wnosi wła­ści­we sobie walory. Te psy­chicz­ne cechy płcio­we, uwarunkowane ge­ne­tycz­nie i hor­mo­nal­nie, za­zna­cza­ją się w pewnym stopniu już u małych dzie­ci. Dziew­czyn­ki lgną do ludzi, oka­zu­ją uczu­cia, tro­skli­wie opiekują się lal­ka­mi, chłopcy in­te­re­su­ją się przed­mio­ta­mi, wy­bie­ra­jąc za­baw­ki typu tech­nicz­ne­go. Napór hormonalny okre­su pokwitania roz­wi­ja te ce­chy.

  Męski testosteron, na­zwa­ny hormonem seksu i agresji, na­da­je siłę fi­zycz­ną i znacz­nie po­bu­dza popęd płcio­wy. Psychikę mę­ską cechuje in­stynkt walki, zdobywania, dąż­ność do świata i badania go, za­in­te­re­so­wa­nie dla techniki, a tak­że skłon­ność do teo­rii oraz do two­rze­nia uto­pij­nych idei. Przy tym mężczyzna nieraz przed­sta­wia typ nie­zrów­no­wa­żo­ny, skłon­ny zarówno do pięk­nych porywów i czy­nów, jak i do moralnych upad­ków i niszczących na­ło­gów. W erotyzmie mę­skim waż­ną rolę od­gry­wa popęd i seks jako cie­le­sna sa­tys­fak­cja. I je­śli męż­czy­zna za mło­du nie na­uczył się opa­no­wa­nia i szacunku dla ero­tycz­nej miłości, ła­two może on nie­raz widzieć w ko­bie­cie tyl­ko cie­le­sną, sek­su­al­ną za­baw­kę. Toteż por­no­gra­fia i pro­sty­tu­cja ba­zu­ją na mę­skich klien­tach.

W psychice ko­bie­cej na plan pierwszy wysuwa się in­stynkt opie­kuń­czy (zwią­za­ny z macierzyńskim), więk­sza uczu­cio­wość, cier­pli­wość, ofiarność i wraż­li­wość na ludz­kie po­trze­by. Kobieta wy­ka­zu­je też dużo więcej niż mężczyzna zmy­słu prak­tycz­ne­go i zro­zu­mie­nia dla spraw oraz po­trzeb re­al­ne­go życia, jak rów­nież dla porządku mo­ral­ne­go i dla religii poj­mo­wa­nej czę­sto bar­dziej uczu­cio­wo. Tak­że i w pożyciu płcio­wym ko­bie­ta widzi przede wszyst­kim zwią­zek mię­dzy­oso­bo­wy i wy­raz mi­ło­ści – to jej daje satysfakcję.

Wyraźnie zatem widać, że przed­sta­wio­ne psy­chicz­ne różnice płcio­we służą ro­dzi­nie i potomstwu, a każ­da z płci ma tu swoje waż­ne za­da­nie, zgodne ze swą naturą. Kobieta działa „we­wnątrz” tej wspól­no­ty, roz­wi­ja­jąc ją i ota­cza­jąc opie­ką. Męż­czy­zna „wy­cho­dzi do świata”, wal­cząc tam o róż­ne zdo­by­cze i do­star­cza­jąc ro­dzi­nie od­po­wied­nich zasobów.

Ale jeśli teraz za­py­ta­my, jaką rolę od­gry­wa płeć w ży­ciu spo­łecz­nym w za­kre­sie narodu, pań­stwa czy całej cy­wi­li­za­cji, to trze­ba stwier­dzić, że od pra­daw­nych czasów ko­bie­ta była cał­ko­wi­cie uzależniona od męż­czy­zny, który, rzą­dząc na zasadzie swej siły, „prawa pięści”, sam decydował o wszyst­kim, usta­na­wia­jąc pra­wa i oby­cza­je, a ko­bie­tę trak­tu­jąc jak rodzaj do­mo­wej służebnicy – stwo­rze­nie po­ni­żo­ne, przeznaczone do sek­su i ro­dze­nia i wła­ści­wie pozbawione rangi czło­wie­ka.

Dopiero Chry­stus dokonał rów­no­upraw­nie­nia kobiety, i to wobec sa­me­go Boga, przez co nadał jej peł­nię czło­wie­czeń­stwa. W Ko­ście­le swym usta­lił nową hie­rar­chię war­to­ści, któ­rej mia­rą była świę­tość oraz nowy ro­dzaj „ka­rie­ry” re­ali­zo­wa­nej poprzez wy­nie­sie­nie na oł­ta­rze. I na tej drodze do Boga kobiety mają te same prawa i możliwości co męż­czyź­ni. Dla chrze­ści­ja­ni­na kobieta jest ta­kim sa­mym jak on człowiekiem, rów­no­rzęd­ną mu siostrą w wierze. Zrów­nu­jąc obie płci w społeczeństwie i od­bie­ra­jąc męż­czy­znom prawo do sek­su­al­nej swobody oraz do zmiany żon, Chrystus do­ko­nał ol­brzy­miej rewolucji oby­cza­jo­wej, uświę­ca­jąc przez to ero­tyzm i małżeństwo, a także wzbogacając miłość ero­tycz­ną o wiel­kie war­to­ści duchowe, takie jak głę­bo­ka przyjaźń i wzajemny szacunek. Istot­nie – trudno było o taką praw­dzi­wą miłość tam, gdzie kobieta, okryta wzgardą, nie miała nawet god­no­ści i na­zwy czło­wie­ka.

W cią­gu długich wieków pod skrzydłami Kościoła wy­ra­sta­ło wiele wspaniałych kobiet, świę­tych i spo­łecz­nie bar­dzo za­słu­żo­nych. Ale od czasu od­ro­dze­nia Eu­ro­pa coraz bar­dziej od­cho­dzi­ła od Boga, w związku z czym nasilały się spo­łecz­ne wy­pa­cze­nia oraz krzyw­dy wprost urą­ga­ją­ce nauce Chrystusa, jak na przykład od­ra­ża­ją­ca py­cha uprzy­wi­le­jo­wa­nych, cięż­ki ucisk pańsz­czyź­nia­nych chło­pów czy han­del czar­ny­mi nie­wol­ni­ka­mi. A ko­bie­ta w ero­ty­zmie też tra­ci­ła swą god­ność córki Boga i siostry w Chry­stu­sie, stając się znów dla męż­czy­zny na­rzę­dziem do seksu i ro­dze­nia.

W XIX wieku rozwijające się nauki, zwłaszcza ścisłe, badając czło­wie­ka, wykazywały, jak nie­słusz­ne oraz krzyw­dzą­ce są te socjalne róż­ni­ce, któ­re gwałcąc naukę Chry­stu­sa, rozwinęły się przez ludzką py­chę, drapieżną chci­wość i żądzę władzy. W Ameryce woj­na do­mo­wa wyzwala niewolników, w Eu­ro­pie znosi się pańszczyznę i na­ra­sta żądanie emancypacji kobiet i zrów­na­nie ich we wszystkich prawach cy­wil­nych z mężczyznami. Tym bar­dziej że zmieniały się ustroje pań­stwo­we, a o pozycji społecznej za­czę­ło de­cy­do­wać nie „uro­dze­nie”, lecz wy­kształ­ce­nie, sta­no­wi­sko i za­wód. Program emancypacji (wy­zwo­le­nie z „do­mo­wej niewoli”) żądał do­stę­pu ko­biet do wy­ższych studiów, dzia­łal­no­ści za­wo­do­wej, urzędów i udzia­łu w rzą­dach przez pra­wo do gło­so­wa­nia. Program ten, re­li­gij­nie obo­jęt­ny, pobudzał am­bi­cje młodych kobiet w kierunku pra­cy i kariery zawodowej.

Po I wojnie świa­to­wej ta „ko­bie­ca re­wo­lu­cja” od­nio­sła już spore zwy­cię­stwo, ale wkrótce II wojna prze­sło­ni­ła wszyst­ko. Po jej zakończeniu wal­ka o „prawa ko­biet” rozgorzała na nowo, tym ra­zem w nie ­znisz­czo­nej Ameryce, gdzie w USA wciąż do­mi­no­wał typ „house wife” – nie pracującej za­wo­do­wo gospodyni domowej. Tutaj ruch ten, pod nazwą feminizmu, nie tylko żą­dał dla ko­biet wszel­kich praw so­cjal­nych, ale dołączył do tego rów­nież po­stu­la­ty re­wo­lu­cji sek­su­al­nej, któ­ra wów­czas właśnie wy­bu­chła w USA. To­też w pro­gra­mie fe­mi­ni­zmu, prócz zwy­kłych żą­dań eman­cy­pa­cji, znalazły się też peł­ne pra­wa kobiet do swo­bo­dy sek­su­al­nej, do wolnej mi­ło­ści i wol­ne­go sek­su, szkol­na nauka sek­su i an­ty­kon­cep­cji, peł­na le­ga­li­za­cja abor­cji, uzna­nie wszel­kich zbo­czeń itp.

Do­praw­dy, można po­wie­dzieć, że tę prze­szło pół­to­ra­wiecz­ną „kwe­stię kobiecą” pa­nie feministki do­pro­wa­dzi­ły już do ab­sur­du. Bo po od­rzu­ce­niu Boga, który obu płciom nadał rów­ną godność, bó­stwem stał się dla nich męż­czy­zna. Bó­stwem – a za­ra­zem głów­nym wro­giem. Przecież one nie­na­wi­dzą go, wal­czą z jego do­mi­na­cją i władzą. A przy tym widzą w nim ide­ał, za­zdrosz­czą mu, stawiają go za wzór. „Chcesz być czło­wie­kiem?” – mówią do dziew­czy­ny. „Więc musisz być jak męż­czy­zna, bo tyl­ko on był zawsze czło­wie­kiem i miał wszelkie pra­wa, masz więc pokazać, że do­rów­nu­jesz mu we wszyst­kim, rów­nież w jego wspa­nia­łej sek­su­al­no­ści”.

No cóż – ten pro­gram jest bez­myśl­ny i szko­dli­wy właśnie dla ko­biet, dla życia i dla całego świa­ta. Można by nazwać go „haniebną zdra­dą wła­snej płci”. Płeć żeńska jest tu od­su­nię­ta w cień, jakby okryta po­gar­dą. I wi­dać, jak feminizm po­pie­ra wolną mi­łość i rewolucję sek­su­al­ną, która jest niewątpliwie dziełem męż­czyzn, peł­ną swobodą i przy­wi­le­jem dla mę­skich instynktów płcio­wych.

A czym to jest dla kobiet? Wia­do­mo, jak wol­na miłość niszczy mał­żeń­stwa i rodziny, ile cierpień spra­wia właśnie kobietom, żonom i mat­kom, jak fa­tal­nie wpływa na losy dzieci. A dziewczęta?

W książce pt. Płeć mózgu autorzy, A. Moir i D. Jessel, przy­ta­cza­ją wy­ni­ki pewnej amerykańskiej an­kie­ty, w której: „…więk­szość chłop­ców stwier­dzi­ła, że chcieliby wziąć udział w orgii”, że „wierzą w czer­pa­nie roz­ko­szy, gdziekolwiek ją znajdą” i że „nie trzeba wiele, by mnie podniecić seksualnie”… Więk­szość ba­da­nych dziew­cząt oświad­czy­ła, że sama idea orgii jest wstręt­na, na­gość ich nie in­te­re­su­je, a seks bez mi­ło­ści, bez­oso­bo­wy, me­cha­nicz­ny jest w naj­wyższym stopniu nie­sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cy”.

Warto by zapytać te biedne dziew­czy­ny, które – idąc za fe­mi­ni­stycz­ną modą – tak często godzą się na wolną miłość i przedślubne po­ży­cie, czy istot­nie do­zna­ją w tym tak wiele cie­le­snych i du­cho­wych roz­ko­szy? Gdy­by zestawić te ich „sa­tys­fak­cje” z przy­kry­mi, a na­wet cięż­ki­mi prze­ży­cia­mi, któ­re dla nich z takiego sek­su wy­ni­ka­ją, raczej nie ma wąt­pli­wo­ści, co by wy­raź­nie prze­wa­ży­ło.

 Pozamałżeński seks świad­czy o braku głęb­szych uczuć i do­brej woli ze stro­ny męż­czy­zny, a dziew­czy­nę wciąga w sytuację, w któ­rej mogą grozić jej wca­le niebłahe po­wi­kła­nia oraz za­gro­że­nia zdro­wia wy­ni­ka­ją­ce z „dobrodziejstw” abor­cji i an­ty­kon­cep­cji, z możliwości gi­ne­ko­lo­gicz­nych za­ka­żeń, no i rów­nież z psy­chicz­nych stre­sów w sytuacjach tak sprzecz­nych z ko­bie­cą na­tu­rą.

Gdyby powstał uczci­wy, pra­wi­dło­wy feminizm, po­wi­nien on to dziew­czę­tom do­brze uświa­da­miać. Wy­raź­nie mówić i pod­kre­ślać: „Nie dajcie się oszu­ki­wać i zwo­dzić. To wy je­ste­ście płcią szla­chet­niej­szą, du­cho­wo wy­ższą, na wa­szych opie­kuń­czych in­stynk­tach stoją ro­dzi­ny i spo­łe­czeń­stwa. I to wy musicie wy­cho­wy­wać mężczyzn, żądać od nich opa­no­wa­nia, uczyć mo­ral­no­ści i zro­zu­mie­nia praw­dzi­wych wartości. Do tego będziecie zo­bo­wią­za­ne nie tylko kie­dyś, jako matki i wy­cho­waw­czy­nie, ale już te­raz jako mło­de dziew­czy­ny i na­rze­czo­ne”. Trzeba przy tym wy­raź­nie pod­kre­ślać, że zgo­da na przed­mał­żeń­skie po­ży­cie to nie jest wy­cho­wy­wa­nie da­ne­go kandydata na męża, lecz de­mo­ra­li­zo­wa­nie go, ob­słu­gi­wa­nie jego nie­opa­no­wa­nych mę­skich po­pę­dów. Wy­cho­wa­nie polega zawsze na sta­wia­niu wy­ma­gań, na umacnianiu wła­dzy ducha nad cie­le­sny­mi pożądaniami. A pra­wi­dło­wy feminizm, chro­nią­cy kobietę i pro­wa­dzą­cy ją do mał­żeń­skie­go szczę­ścia, musi opierać się na prawie mo­ral­nym oraz na wy­raź­nych przy­ka­za­niach Bo­żych.

 

Kinga Wiśniewska-Roszkowska

Zamów prenumeratę

Jeśli jesteś zainteresowany pobraniem całego Numeru w formacie PDF



Artykuł opublikowany za zgodą Miłujcie się! w listopadzie 2010 r.


Czytaj inne artykuły Chrześcijańskie po Polsku


Top

Poleć tę stronę znajomemu!


Przeczytaj teraz: