Articles for Christians at TrueChristianity.Info. Radość Bożego Narodzenia w Wielkim Jubileuszu Roku 2000 Christianity - Articles - Temat numeru
Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.                Nie będziesz wzywał imienia Boga twego nadaremno.                Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.                Czcij ojca swego i matkę swoją.                Nie zabijaj.                Nie cudzołóż.                Nie kradnij.                Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.                Nie pożądaj żony bliźniego swego.                Ani żadnej rzeczy, która jego (bliźniego) jest.               
Portal ChrześcijańskiPortal Chrześcijański

Chrześcijańskie materiały

 
Radość Bożego Narodzenia w Wielkim Jubileuszu Roku 2000
   

Autor: ks. Mieczysław Piotrowski TChr,
Miłujcie się! 5/2000 → Temat numeru



          Kończy się Wielki Jubileusz Roku 2000. Dla wszystkich chrześcijan jest to czas szczególnej radości i dzięk­czy­nie­nia Bogu w Trójcy Jedynemu za dar Wcie­le­nia Syna Bożego. Przed dwoma tysiącami lat w be­tle­jem­skiej sta­jen­ce urodził się nasz Zba­wi­ciel Jezus Chrystus. Pan Bóg stał się prawdziwym czło­wie­kiem, wziął na siebie grze­chy i cierpienia wszyst­kich ludzi, aby po­przez swoją śmierć i Zmartwychwstanie zgładzić wszystkie grzechy, po­ko­nać szatana, śmierć i do­pro­wa­dzić każ­de­go człowieka do pełni szczę­ścia. Dla wszystkich ludzi dobrej woli jest to naj­waż­niej­sze wy­da­rze­nie w historii ludz­ko­ści. Poprzez Wcie­le­nie Bóg swoim nie­skoń­czo­nym mi­ło­sier­dziem ogarnia wszystkich ludzi, a więc tylko z własnej winy można tej miłości nie przyjąć lub ją odrzucić.

      

Radość Wielkiego Ju­bi­le­uszu za­ko­rze­nio­na jest w pewności osta­tecz­ne­go zwycięstwa Chrystusa nad wszel­kim złem oraz w fakcie, że Bóg, sta­jąc się prawdziwym człowiekiem, zjed­no­czył się z każdą i każdym z nas. Dzięki temu każ­da ludzka istota ma nie­skoń­czo­ną god­ność i war­tość, a gdzie­kol­wiek cierpi człowiek, tam współ­cier­pi z nim sam Bóg.

Przez swo­je Wcie­le­nie Pan Bóg w spo­sób ra­dy­kal­ny sta­je po stro­nie czło­wie­ka, a Jego wszech­moc ob­ja­wia się w tym, że „do końca umi­ło­wał” (J 13, 1), do­bro­wol­nie przyj­mu­jąc cier­pie­nie, bio­rąc na sie­bie wszyst­kie kon­se­kwen­cje ludz­kich grze­chów. „On się obar­czył na­szym cier­pie­niem (...). Pan zwa­lił na Niego winy nas wszyst­kich” (Iz 53, 4.6). Umierając na krzyżu, do­świad­czył naj­więk­sze­go cier­pie­nia, które wyraził w słowach: „Boże mój, cze­muś Mnie opuścił?” (Mk 15, 34).

To właśnie Bóg-Człowiek, cał­ko­wi­cie niewinny, dobrowolnie do­zna­je największego cierpienia. Po­przez niewinne cierpienie z miłości do czło­wie­ka dokonuje odkupienia świata. Odtąd każde ludzkie cierpienie, w zjed­no­cze­niu z Chrystusem, nie jest już karą za grzechy, lecz staje się drogą zbawienia, drogą dojrzewania do mi­ło­ści, uczestnictwem w Chry­stu­so­wym dziele odkupienia. Gdziekolwiek cier­pi człowiek, tam współcierpi z nim Chrystus: w obozach kon­cen­tra­cyj­nych, gułagach, we wszystkich lu­do­bój­stwach, wojnach, holokauście na­ro­du żydowskiego i niewolników afry­kań­skich, holokauście dzieci nie­na­ro­dzo­nych, w ludziach poddanych eu­ta­na­zji, w cierpiących z powodu dzia­ła­nia sił natury i różnych chorób. Bóg współcierpi z każdym czło­wie­kiem, ponieważ każ­de­go kocha i pra­gnie do­pro­wa­dzić wszystkich, po­przez na­wró­ce­nie, do pełni szczę­ścia.

Wielki poeta francuski Paul Clau­del, który na­wró­cił się na ka­to­li­cyzm w dzień Bo­że­go Na­ro­dze­nia 1886 r., tak pisał: „Syn Boży nie przy­szedł po to, by znieść cier­pie­nie, lecz by cierpieć z nami. Nie przy­szedł, by zniszczyć krzyż, lecz by na nim za­wi­snąć... Człowiek, który cierpi, nie jest bez­u­ży­tecz­ny i bez­czyn­ny. On pra­cu­je i zyskuje, nie do­bra znisz­czal­ne i względ­ne, ale war­to­ści absolutne i po­wszech­ne, do któ­rych dys­po­nu­je się przez cier­pie­nie”. To jest najgłębszy powód chrze­ści­jań­skiej ra­do­ści i trwa­łe­go opty­mi­zmu. Chry­stus kocha nas miłością po­tęż­niej­szą niż śmierć, gła­dzą­cą wszyst­kie grzechy; miłością, która daje radość i przed­smak nieba już tutaj na ziemi. Wi­dzia­łem wielką radość w oczach umie­ra­ją­cych na raka, kie­dy na krót­ko przed śmiercią po­da­wa­łem im Jezusa w Ko­mu­nii św. By­łem świad­kiem wielkiej tajemnicy współ­ist­nie­nia z jed­nej stro­ny ogrom­nych cier­pień fi­zycz­nych spo­wo­do­wa­nych no­wo­two­rem i rów­no­cze­śnie ra­do­ści ze spo­tka­nia z Chry­stu­sem w Eu­cha­ry­stii. Tej radości nikt nie może nam ode­brać, ona trwa na­wet w sy­tu­acjach naj­więk­sze­go fi­zycz­ne­go cier­pie­nia.

„Tak bowiem Bóg umi­ło­wał świat, Syna swe­go Jed­no­ro­dzo­ne­go dał, aby każ­dy, kto w Nie­go wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16). Sta­jąc się praw­dzi­wym czło­wie­kiem, Jezus jest z nami za­wsze, a szcze­gól­nie w cierpieniu i śmierci, aby nas do­pro­wa­dzić do peł­ni szczę­ścia. Taka jest najgłębsza praw­da Bożego Na­ro­dze­nia w Wiel­kim Ju­bi­le­uszu Roku 2000. Prawdą jest sama osoba Jezusa Chry­stu­sa. Mo­że­my Je­zu­sa osobiście spo­tkać, po­wie­rzyć Mu całe swoje ży­cie, wraz ze wszyst­ki­mi cier­pie­nia­mi duszy i cia­ła. W jaki spo­sób? Po prostu trze­ba z ufnością dziecka uwie­rzyć w to, co On mówi do nas. Wie­rzyć za­wsze, a szcze­gól­nie wtedy, gdy po ludz­ku nie ma nadziei.

Takiej wiary mamy się uczyć na mo­dli­twie od Matki Bożej. Ona jako pierw­sza z ludzi w sy­tu­acjach po ludz­ku beznadziejnych za­wsze wie­rzy­ła i ufała Bogu. Dzię­ki he­ro­icz­nej wie­rze 2000 lat temu w Jej dzie­wi­czym ło­nie praw­dzi­wy Bóg mógł stać się praw­dzi­wym czło­wie­kiem, aby do­ko­nać naszego zba­wie­nia.

Przez wiarę Maryja stała się Matką Boga i naszą Matką, naj­pew­niej­szą prze­wod­nicz­ką na dro­gach wia­ry. Uka­zu­je i pro­wa­dzi nas do Je­zu­sa ży­ją­ce­go w swo­im Ko­ście­le. „Od dwóch ty­się­cy lat Ko­ściół jest jak­by ko­ły­ską, w któ­rej Ma­ry­ja skła­da Je­zu­sa, aby wszyst­kie na­ro­dy mo­gły Go wiel­bić i kon­tem­plo­wać. Oby dzię­ki po­ko­rze Ob­lu­bie­ni­cy jesz­cze bar­dziej za­ja­śnia­ła chwa­ła i moc Eu­cha­ry­stii, któ­rą Ona spra­wu­je i prze­cho­wu­je w swym ło­nie. W zna­ku kon­se­kro­wa­ne­go Chle­ba i Wina Chry­stus zmar­twych­wsta­ły i uwiel­bio­ny, świa­tłość na­ro­dów (por. Łk 2, 32), ob­ja­wia trwa­łość swo­je­go Wcie­le­nia. On po­zo­sta­je żywy i praw­dzi­wy po­śród nas, aby kar­mić wie­rzą­cych swo­im Cia­łem i Krwią” (In­car­na­tio­nis my­ste­rium, 11).

„»A Słowo sta­ło się Ciałem« – to jest praw­da o stajence be­tle­jem­skiej, ale urze­czy­wist­nia się ona pod inną jeszcze po­sta­cią” – pi­sze św. Edy­ta Ste­in. „»Kto spo­ży­wa moje Cia­ło i pije moją Krew, ma ży­cie wiecz­ne« (J 6, 54). Zba­wi­ciel wie, że je­ste­śmy i po­zo­sta­je­my ludź­mi sła­by­mi, zmu­szo­ny­mi do co­dzien­nej wal­ki z wła­sną nie­do­sko­na­ło­ścią, dla­te­go ofiarowuje nam po­moc praw­dzi­wie boską. Tak jak nasze ciało potrzebuje chle­ba po­wsze­dnie­go, tak też ży­cie Boże w nas do­ma­ga się rów­nież po­kar­mu. »Jam jest Chleb, któ­ry z nie­ba zstą­pił« (J 6, 41). Kto Go przyj­mu­je jako swój chleb co­dzien­ny, w tym też co­dzien­nie wy­peł­nia się ta­jem­ni­ca Bo­że­go Narodzenia, cud Sło­wa Bo­że­go, któ­re sta­je się cia­łem”.

 Niech ten cud Wcielenia, któ­ry trwa w Kościele poprzez Eu­cha­ry­stię, będzie źródłem nie­znisz­czal­nej ra­do­ści na drogach naszego piel­grzy­mo­wa­nia w trze­cim ty­siąc­le­ciu.

Zamów prenumeratę

Jeśli jesteś zainteresowany pobraniem całego Numeru w formacie PDF



Artykuł opublikowany za zgodą Miłujcie się! w listopadzie 2010 r.


Czytaj inne artykuły Chrześcijańskie po Polsku


Top

Poleć tę stronę znajomemu!


Przeczytaj teraz: