Articles for Christians at TrueChristianity.Info. O chodzeniu z chłopakiem. List do dziewcząt Christianity - Articles - Młodzież
Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.                Nie będziesz wzywał imienia Boga twego nadaremno.                Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.                Czcij ojca swego i matkę swoją.                Nie zabijaj.                Nie cudzołóż.                Nie kradnij.                Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.                Nie pożądaj żony bliźniego swego.                Ani żadnej rzeczy, która jego (bliźniego) jest.               
Portal ChrześcijańskiPortal Chrześcijański

Chrześcijańskie materiały

 
O chodzeniu z chłopakiem. List do dziewcząt
   

Autor: Jan Bilewicz,
Miłujcie się! 5/2002 → Młodzież



Cześć! Tu Wasz starszy brat. Już kiedyś pisałem na temat chodzenia z chłopakiem, ale bardzo ogólnie. Dzisiaj trochę szczegółów i chyba pozostanie jeszcze coś na następny raz.

Rozpoczyna się od chodzenia

Każda z Was chce być kochaną i chce kochać – nie mylę się, prawda? Bez miłości, jak być szczęśliwą? Jest to pragnienie zakorzenione głęboko w Waszej naturze i w ogóle w naturze człowieka. Kiedy dziewczyna dojrzewa, zaczyna pragnąć także miłości w związku z mężczyzną; pragnie szczęśliwego małżeństwa i założenia miłującej się rodziny. Osiągnięcie tych pięknych pragnień rozpoczyna się od chodzenia z chłopakiem.

Poznałem sporo par chodzących ze sobą, jeszcze więcej przeczytałem świadectw takich par. Jedne są już teraz małżeństwami, inne rozeszły się. Wśród tych ostatnich, część z zupełnie naturalnych przyczyn. Bo oczywistym jest, że nie każda dziewczyna może stworzyć głęboki związek z każdym chłopakiem. Chodzili trochę i kiedy lepiej się poznali, stwierdzili, że nie pasują do siebie.

Ale wiele z tych związków rozpadło się, mimo że byli dobrani i mieli szansę stworzyć piękne narzeczeństwa, a potem szczęśliwe małżeństwa. Ich miłość – jestem przekonany – miała wszelkie szanse na rozwój. A jednak obumarła. Co gorsza jeszcze, ten tak dobrze rozpoczęty związek bardzo poranił ich emocjonalnie. Ewidentnie popełnili jakieś błędy, o które łatwo młodemu, a więc niedoświadczonemu człowiekowi. Na domiar złego słyszy on stale wiele złych zachęt, porad, „pouczeń”. Niestety!

Nie musimy uczyć się na własnych błędach – jak niektórzy sugerują. Nie powinniśmy nawet tego robić. Taka nauka bywa niezwykle bolesna. I żeby tylko to! Konsekwencje błędów mogą trwać przez całe życie. Lepiej przejść kurs jazdy samochodem, niż samemu uczyć się metodą prób i błędów...

Pozwólcie więc, że Wasz starszy brat powykłada Wam dzisiaj i w najbliższej przyszłości o tym, jak chodzić z chłopakiem.

Może masz 15, 16 czy 17 lat, spotykasz się z kolegami przy różnych okazjach, ale wcale nie myślisz o chodzeniu z kimś na stałe. Bardzo dobrze! Jesteś pewnie skupiona na rzeczach znacznie ważniejszych w tej chwili: na nauce, rozwijaniu zainteresowań, pracy nad sobą, itp. Świetnie! To są sprawy naprawdę najważniejsze w tej chwili. Teraz budujesz fundament pod całe swoje przyszłe życie. Chodzenie z kimś odciągnęłoby Cię najprawdopodobniej od tej pracy, od której tak wiele zależy. Od tych kilku lat dojrzewania zależy następne kilkadziesiąt. Dobrze je przeżyjesz – będziesz zbierała dobre owoce. Źle przeżyjesz – będziesz zbierała złe owoce.

Z rozpoczynania chodzenia zbyt wcześnie nic dobrego nie wynika. Im wcześniej, tym łatwiej popełnić głupstwa, za które przychodzi czasami bardzo drogo płacić. Zaczniesz chodzić na stałe dopiero wtedy, kiedy pojawi się pragnienie małżeństwa i założenia rodziny. Wtedy będzie to chodzenie z celem, a nie dryfowanie bez celu, kończące się na mieliźnie.

Wróćmy do tematu. Widzę w tych dobrze zapowiadających się związkach powtarzające się pewne sytuacje, sposoby myślenia, mechanizmy, budujące je albo rozbijające. Można by nawet ułożyć schematy albo „scenariusze”, według których przeważnie chodzi się ze sobą. Chciałbym przeanalizować dzisiaj jeden z nich.

Historia pewnego romansu

Dziewczyna – nazwijmy ją A., i chłopak – nazwijmy go B., studiują na tej samej uczelni. Widywali się codziennie i wpadli sobie w oko. A. ma 21 lat i – jak mówi – „jest zmęczona samotnością”. Pragnie poważnego związku. Chciałaby wyjść za mąż i założyć rodzinę. Rozmawiają długo w przerwach między zajęciami, potem także wychodzą do pubu, w weekendy wyjeżdżają w góry. Spędzają razem coraz więcej czasu. Pasują do siebie; mają wspólne zainteresowania, zgadzają się we wszystkich istotnych dla nich sprawach, potrafią być dla siebie troskliwi i wyrozumiali. W sercach budzą się coraz cieplejsze uczucia.

A. wyraźnie podoba się fizycznie swojemu chłopakowi. Głośno chwali jej piękną figurę. W tym względzie porównuje ją nawet z jakąś gwiazdą filmową. A. imponuje to. Wychodzi naprzeciw tym zachwytom. Ubiera się teraz rzeczywiście „sexy”. Ze strony B. pojawiają się pierwsze próby zbliżenia fizycznego. A. nie pozwala jednak na zbyt wiele – trochę namiętnych pocałunków, które zresztą lubi.

Pewnego sobotniego wieczoru idą na dyskotekę. Atmosfera rozgrzewa się. Muzyka i światła pobudzają zmysły. Piją jakieś drinki. Przyjemny luz, wszędzie ściskające się pary... On także dotyka jej coraz śmielej. Ona pozwala na to, przecież już tak długo mówiła „nie”. Jej koleżanki zgadzają się na różne rzeczy znacznie wcześniej. Tak długo się znają. Kocha go zresztą! Czas na trochę większą zażyłość, trochę więcej intymności – myśli.

O pierwszej w nocy wychodzą. Jej akademik znajduje się znacznie dalej od jego. Zaprasza ją do siebie. Są dwa tapczany. Kolega wyjechał do domu na weekend, a więc drugi jest wolny. Budzą się jednak razem na jednym... Dla A. był to pierwszy jej raz. Nie tak go sobie wyobrażała. Czuje pewien niesmak i ma poczucie winy.

Rozterki nie trwają zbyt długo. Jest taka zakochana! Chciałaby cały swój czas spędzać z ukochanym. Marzy o małżeństwie. Układa sobie nawet w myślach listę gości. Zna jedną wypożyczalnię sukien ślubnych. Ona w białej, długiej, puszystej sukni, a on w ciemnym smokingu z muszką. Będą mieli dwójkę dzieci. On, kochający mąż i troskliwy ojciec, a ona z nim, szczęśliwa żona i mama.

Zaczyna nieśmiało mówić o ich wspólnej przyszłości. Bardzo nieśmiało. Nie wypada, żeby ona rozpoczynała rozmowę na ten temat... Jest miły, uprzejmy, może trochę za oschły, jak na jej gust. Zbyt zajęty swoimi sprawami. A ona tak pragnie czułości, ciepła, rozmowy. Ma wrażenie, że wkłada w ten związek znacznie więcej, niż on.

Po jakimś czasie pojawia się pierwsza przelotna, ale niepokojąca myśl: „Czy on mnie rzeczywiście kocha? Dlaczego mi tego nie mówi?” W końcu go pyta. On odpowiada, że jasne, że ją kocha... Ona chce w to wierzyć, ale niepokój pozostaje. Uśmierza go seks. Wtedy A. ma intymność i bliskość, której pragnie. Zdaje sobie jednak sprawę, że życia nie można spędzić w łóżku. „Może jemu chodzi tylko o seks?” – pyta samą siebie. Odkrywa, że czuje się czasami samotna. Ma narzeczonego, a czuje się samotna?! Dochodzi do pierwszych sprzeczek o drobiazgi. Czasami B. ją irytuje.

Powiedziała mu o swoich odczuciach. On mówi, że nie bardzo ją rozumie. Jemu jest z nią bardzo dobrze. „Ale czy mnie kochasz?!” – pyta zniecierpliwiona, trochę podniesionym głosem. On odpowiada, żeby na niego nie krzyczała. Po kilku dniach zapytała wprost, czy się z nią ożeni. Nie myślał o tym zbyt dużo, nie jest chyba do tego przygotowany, lepiej najpierw skończyć studia, lepiej poczekać... Niby logiczne argumenty, ale nie wyczuła „między wierszami” szczerego pragnienia małżeństwa. Ani odrobiny! To był szok!

Smutek i apatia trwały parę dni, potem ich miejsce zajęło podenerwowanie. Postanowiła, że rozpali jego miłość. Upływają tygodnie, ale nic się nie zmienia. Zupełnie nic! Ma już dość tych ciągłych zabiegów o ciepły gest, zainteresowanie, jak to nazywa – „tego łaszenia się”, „żebrania” o miłość. Jest zła na siebie – „Co ja robię?”, „Jak ja się zachowuję?” Kocha go jednak. Żyć bez niego? Jaka by to była pustka i samotność. Ale i teraz jest pustka i samotność! W sercu ma zamieszanie, straszne zamieszanie.

Związek trwał jeszcze kilka miesięcy. Zerwanie wymagało od A. heroicznego wysiłku. Przeczuwała, że im dłużej będą razem, tym gorzej. W perspektywie było tylko wymuszone małżeństwo, dla niego z wygody albo z poczucia winy, że tyle brał, a tak mało dawał, że zabrał jej tyle czasu. A może nawet nie to? Może znajdzie sobie wkrótce inną? Przecież jej nie kocha.

Błędy i zranienia

Jakie były oczekiwania A.? Piękne narzeczeństwo, a potem miłujące się małżeństwo i rodzina. Czy A. i B. nie mogli osiągnąć tego celu? Mogli! Czy B. nie był w stanie pokochać A.? Był! Rezultat? Stracony czas. A. będzie musiała rozpocząć nowy związek. (Być może, niestety, wejdzie w ten sam schemat relacji, który doprowadził do rozpadu pierwszego). Najpierw musi trochę zaleczyć rany. Teraz nie ma ochoty w ogóle żyć, a co dopiero rozpoczynać chodzenie z kimkolwiek. Nie chce, aby otoczenie widziało, że poniosła taką porażkę. Granie beztroskiej kosztuje ją strasznie dużo wysiłku. Czy otrząśnie się z depresji dość szybko, żeby zdać egzaminy i nie stracić roku studiów?

Czuje się niewarta miłości, bo przecież B. odmówił jej miłości, pomimo jej gorących uczuć, starań, pomimo tego, że oddała mu się, że był jej pierwszym mężczyzną. Czy będzie w stanie zaangażować się w następny związek tak, jak w pierwszy? Czy nie będą tego hamować obawy przed odrzuceniem? Czy będzie potrafiła zaufać? Czy myśl – „Nie jestem warta miłości” – będzie powracała? To wszystko nazywa się zranieniem emocjonalnym (B. również został zraniony, ale w inny sposób). Nie zabezpieczają przed takimi zranieniami te „zabezpieczenia”, które z taką lubością reklamują różni „edukatorzy”, jako środek na wszelkie problemy.       

Jakie błędy zostały popełnione? Popełnili je oboje. Jeżeli dziewczyna widzi szanse na trwały, głęboki związek z mężczyzną, powinna stworzyć mu warunki do tego, by wzrastał w miłości. Kobiety łatwiej reagują emocjonalnie. Oczywiście i mężczyznom zdarza się czasami zakochanie „od pierwszego wejrzenia”, ale nie mówię tutaj (ani w żadnym innym miejscu) o wyjątkach. Lepiej zresztą, żeby się nie zakochiwał, a stopniowo wzrastał w miłości. Miłość to nie zakochanie.

Jaki jest kochający mężczyzna? W obecności swojej ukochanej czuje się szczęśliwy. Spotkanie z nią cieszy go, rozpromienia. Uwielbia ją, adoruje, zachwyca

się – niekoniecznie jak romantyczni poeci. Aby uchronić ją przed przykrościami, zmartwieniami, kłopotami, gotów jest do wielkich poświęceń i wyrzeczeń. Podobnie, by uczynić ją szczęśliwą. Pragnie być ze swoją ukochaną zawsze, do końca życia. Dlatego zabiega o małżeństwo.

Takiej miłości pragniesz? Takiej zapewne pragnęła i A. Nie zaistniały jednak warunki, aby B. do takiej miłości dojrzał.

Kobieta podejmując współżycie seksualne bardzo silnie wiąże się z mężczyzną, zwłaszcza jeśli był to jej pierwszy raz. (Mężczyzna wiąże się znacznie słabiej i to wytworzone niedopasowanie zaczyna odgrywać dużą rolę). Tak jak A., oczekuje wtedy czułości, ciepła, większego zaangażowania z jego strony. Naturalnie, że myśli o małżeństwie. B. wyczuwa te oczekiwania. Żeby się ożenić, musiałby zrezygnować z wielu rzeczy. Nie chce zrezygnować, bo za mało kocha, znacznie mniej, niż ona. Czuje się przymuszony, przynaglony, co tym bardziej studzi jego uczucie.

A. – z kolei – nie dostaje tego, czego w sposób naturalny oczekuje. Dlatego jest zawiedziona i zła. To także odbija się niekorzystnie na związku. Jej wysiłki – jakiekolwiek by one nie były – aby zaangażować bardziej B. odnoszą odwrotny skutek, ponieważ czuje się on tym bardziej przyparty do muru. Oczywiście, miłości nie można wymusić. Należy natomiast – powtórzę – stworzyć warunki do jej wzrostu. Zachowanie czystości jest najlepszym zaczynem miłości.

Podjęcie współżycia przedmałżeńskiego i kontynuowanie go było tym błędem, tym grzechem, który uruchomił mechanizm doprowadzający ostatecznie do rozpadu związku i zranień emocjonalnych. Grzech jest zawsze destruktywny, bo grzech oznacza zło, a zło jest destruktywne. Nie zawsze nieczystość uruchamia taki mechanizm psychologiczny, jak wyżej opisany. Mogą działać inne. One także prowadzą do stagnacji i obumierania miłości, w związku z czym – zwłaszcza mężczyzna – traci zainteresowanie małżeństwem. Taka jest prawidłowość: przez przedmałżeńskie współżycie mężczyzna traci zainteresowanie małżeństwem.

Całkiem możliwe, że A. (niewykluczone, że i B.) pragnęła zachować czystość. Błędem było to, że nie wyraziła tego jasno i nie omówiła z B. programu swojego zachowania. (Taki program jest potrzebny, ponieważ zachowanie czystości jest trudne). Przeciwnie, pozwoliła się wciągnąć w pozornie niewinną gierkę, będącą przeciwieństwem takiego programu. Mianowicie pobudzała seksualnie B. swoim ubiorem, a on w zamian karmił jej próżność komplementami. Oboje byli zadowoleni, jednak nie wszystko, co przyjemne, jest konstruktywne. Pobudzić kogoś seksualnie, a wzbudzić w nim miłość to dwie zupełnie różne rzeczy. Istnieje dość rozpowszechniony mit, że mężczyznę można rozkochać przez odpowiednią reklamę swojego ciała, czy przez pobudzenie go zmysłowo na inne sposoby. Nic bardziej błędnego!

Kilka praktycznych wskazówek

Tak oto doszliśmy do praktycznej części listu. Podam Ci teraz kilka wskazówek, jak rozmawiać z chłopakiem na temat czystości. (Nie chodzi o rozmowę nt. seksu. Na ten temat nie rozmawiaj. Jest lepki i brudzi jak smoła), czyli jak uniknąć pierwszego błędu A., który poprowadził ją do dalszych.

Poczekaj na nadarzającą się okazję, by wyrazić, co myślisz i czujesz. (Może to być próba jakiegoś zbliżenia fizycznego z jego strony). Nie wiesz, jaka będzie reakcja. Nie zakładaj negatywnej. Mów odważnie, stanowczo, jasno, ale spokojnie i ciepło. Nie bądź w defensywie, jakbyś nie była pewna swego. Masz prawo być dumna ze swoich wartości. Racja jest po twojej stronie. Z całą pewnością właściwą rzeczą jest poczekać do ślubu. Pan Bóg nie pomylił się afirmując czystość i zakazując nieczystości. Ta afirmacja i zakaz są wyrazem Jego miłości, bo chronią i Ciebie i Twojego chłopaka i

Waszą przyjaźń czy miłość.

Powiedz swoje i jeżeli reakcja jest negatywna, zostaw całą sprawę. Gdy chodzi o seks, mężczyźni potrafią być bardzo przekonujący. Po pierwszej odmowie wymyślają kolejne argumenty, wznoszą kolejne błagania, wygłaszają kolejne protesty. Nie prowadź jednak długich dyskusji. Twoje (i Boże) wartości nie podlegają dyskusji. Chłopak musi teraz podjąć decyzję. Daj mu na to czas. Jest to ważny moment – próba jego miłości, albo przynajmniej dobrej woli. Jeżeli szczerze zaakceptuje Twoje wartości (może też być nieszczery), znaczy, że kocha. Wiesz, że nie spotyka się z Tobą myśląc o czekających go przyjemnościach. Ty go interesujesz, a nie te przyjemności.

Musisz dopuścić do siebie myśl, że nie jesteś dziewczyną dla tego akurat mężczyzny. Bądź przygotowana na to, że odejdzie. Taka perspektywa bywa trudna, zwłaszcza jeśli dziewczyna jest zakochana. Ale tylko podejmując to ryzyko znajdziesz mężczyznę, który Ciebie szanuje. Lepsza chwila bólu rozstania, niż męczenie się potem, czasami przez całe życie! Bądź gotowa nawet utracić wielu chłopaków (Im wcześniej odejdą, tym lepiej). Sprawdza się tutaj pewne angielskie przysłowie: „Good things come to those who wait”, czyli „Dobre rzeczy przychodzą do tych, którzy czekają”.

A oto kilka konkretnych próbek dialogów. Dziewczyna powiedziała, że chce zachować czystość przedmałżeńską – to dosyć proste. A teraz dalsza część rozmowy:

? On: Ale ja Ciebie kocham!

Ona: Skoro mnie kochasz, to szanuj moje wartości. To byłby bardzo dobry wyraz Twojej miłości do mnie. Jeżeli nasza miłość jest prawdziwa, będzie trwała, a po ślubie znajdziemy mnóstwo czasu na fizyczne jej wyrażanie... Moglibyśmy dzisiaj zawrzeć małżeństwo? Nie, za słabo się znamy. Zbyt wcześnie, żeby to wiedzieć. A nie jest zbyt wcześnie, aby podejmować najbardziej intymny akt, jaki może istnieć między kobietą a mężczyzną? Cóż to za logika?

? On: Ale seks to naturalna część związku między kobietą i mężczyzną.

Ona: Każdego związku? Każda z każdym robią wszystko?... Seks to naturalna część pełnego związku między kobietą a mężczyzną. Nasz związek będzie pełny, kiedy dojdziemy do wniosku, że tak się kochamy, że chcemy być z sobą przez całe życie. Nie spieszmy się w odkrywaniu, czy chcemy takiego związku, a więc nie spieszmy się również do jakichś intymności. Zamierzam się oddać tylko temu mężczyźnie, z którym będę do końca życia.

? On: Ja chcę być z tobą do końca życia.

Ona: Może tylko ci się tak wydaje w tej chwili. Gotów jesteś ślubować to wobec Boga i świadków? Ja nie jestem. Ani ty też nie. Nie znamy się jeszcze na tyle dobrze, aby podjąć taką decyzję. Czas pokaże, czy mamy być ze sobą, czy nie.

? On: Jest XXI wiek, wszyscy to robią!

Ona: Nie wszyscy. Poza tym ja to nie „wszystkie”, a my to nie „wszyscy”. Mam nadzieję, że nie interesuje cię przeciętność. Bo mnie nie interesuje.

? On: Gdybyś mnie kochała, zgodziłabyś się.

Ona: Na co? Na zrujnowanie naszego związku? Na wyrzuty sumienia? Na zamęt emocjonalny? Na zdradę Chrystusa? Je

żeli mnie kochasz, nie będziesz się domagał czegoś, czego nie chcę. Zależy mi na naszej miłości, na tobie, na sobie, dlatego chcę czystości. Ale może nie jestem dziewczyną dla ciebie?

? On: Tak mi się podobasz. Tak działasz na mnie, że nie mogę wytrzymać. (Niektóre dziewczyny bardzo lubią słuchać takich komplementów. Jest to skuteczny sposób ich „rozmiękczania”, co pokazała historia A. „Wzbudzam aż takie zainteresowanie! Oh!” Spokojniutko, nie sprzedaje się swoich wartości, ani siebie, ani Pana Jezusa za piękne słówka).

Ona: Też mi się podobasz, ale spokojnie, to tylko hormony. Możemy przecież kontrolować nasze ciała, a nie pozwolić, aby one nas kontrolowały. Potrzeba tylko trochę dyscypliny. Damy radę!

? On: Jak mógłbym ożenić się z kobietą, o której nie wiem, jaka jest w tych sprawach?

Ona: Chcesz mi zrobić egzamin? Na jaki stopień muszę zdać, żebyś się ze mną ożenił? Każda prostytutka lepiej by zdała ten egzamin. Jaki z tego wniosek? Jak będzie miłość, to będzie udane współżycie. Im większa miłość, tym bardziej udane. I nie trzeba do tego studiować żadnych podręczników. Zachowując teraz czystość pracujemy na wspaniałe życie seksualne w małżeństwie.

? On: Jeśli ty nie chcesz, znajdę sobie kogoś innego.

Ona: Powodzenia!

? On: Twoje poglądy są staroświeckie!

Ona: Moje poglądy są sprawdzone. Dlatego jest mi z nimi bardzo dobrze i bezpiecznie. Sądzisz, że „nowoczesne” zawsze znaczy „lepsze”? Ta twoja nowoczesność znaczy rodzenie dzieci przez dzieci, łapanie chorób wenerycznych, rozwody, używanie kobiet jak zabawek. Kocham staroświeckość!

Z grubsza rzecz biorąc, reakcje mężczyzny można podzielić na dwie kategorie: mniej lub bardziej egoistyczne (przykłady powyżej) oraz troskliwe. Teraz podam kilka reakcji troskliwych, świadczących o miłości:

Dziewczyna powiedziała, że chce zachować czystość.

? On: Jeżeli tak chcesz, nie ma problemu. Dla mnie ważniejsza jesteś ty i nasz związek niż cokolwiek innego.

? On: Oczywiście. Nie całkiem rozumiem twoje zasady, ale skoro mówisz tak stanowczo, musisz mieć powody. Będę starał się je zrozumieć. Zrobię wszystko, abyś czuła się ze mną dobrze i bezpiecznie. (Popatrz: on mówi, że kocha! Stać go na ofiarę. Ofiara jest miarą miłości. Im większa miłość, tym większa gotowość do ofiary).

? On: Słoneczko, dobrze rozumiem, co masz na myśli. Nie musisz mnie przekonywać. Bardzo mi się jednak podobasz, również fizycznie i muszę uczyć się czystości w kontaktach z tobą. Ciężka to dla mnie szkoła i potrzebuję twojej pomocy. Musimy wypracować sobie program chodzenia ze sobą. No, np. rezygnujemy ze spotkań w samotności w domu, nie pijmy alkoholu, nie chodźmy na dyskoteki. Trudno. Nie jest to wysoka cena za naszą miłość. Na pewno pomoże nam wspólna modlitwa. Prosiłbym też, żebyś nie ubierała się zbyt nowocześnie. I gdybym nie zachowywał się jak trzeba, możesz mnie kopnąć w kostkę.

? On: Bogu niech będą dzięki! Zawsze szukałem i modliłem się o taką dziewczynę. Nie interesują mnie tuzinkowe dziewczyny, ale dziewczyny z zasadami. Moja żona i matka moich dzieci musi być szczególna, a nie tuzinkowa.

Drogie Siostrzyczki! Wiele dobrego może rozpocząć się od chodzenia z chłopakiem. Ale i wiele złego, w zależności od zasad, które się przyjmie. Nie napisałem ani o wszystkich dobrych, ani o wszystkich złych rzeczach. Od Was zależy, którą drogę wybierzecie. Ufam, że dobrą, Bożą, a nie złą, grzeszną. Ta pierwsza jest trudniejsza, ale pewna i sprawdzona. Tylko krocząc po niej znajdziecie pełnię miłości i życia. Druga droga jest obecnie bardzo reklamowana. Bardzo! Jako przyjemna, nowoczesna i w ogóle odlotowa. Megafony diabła zostały nastawione na pełny regulator. Ludzie mu oddani: eleganccy, kulturalni, profesjonalni, pracują dniem i nocą... Nie dajcie się nigdy zwyciężyć złu. Bądźcie światłem świata i solą ziemi.

Szczęść Boże.

 

Wasz starszy brat, Jaś Bilewicz

Zamów prenumeratę

Jeśli jesteś zainteresowany pobraniem całego Numeru w formacie PDF



Artykuł opublikowany za zgodą Miłujcie się! w listopadzie 2010 r.


Czytaj inne artykuły Chrześcijańskie po Polsku


Top

Poleć tę stronę znajomemu!


Przeczytaj teraz: