Articles for Christians at TrueChristianity.Info. Leczenie pigułką antykoncepcyjną. Z pozycji Taty (1) Christianity - Articles - Młodzież
Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.                Nie będziesz wzywał imienia Boga twego nadaremno.                Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.                Czcij ojca swego i matkę swoją.                Nie zabijaj.                Nie cudzołóż.                Nie kradnij.                Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.                Nie pożądaj żony bliźniego swego.                Ani żadnej rzeczy, która jego (bliźniego) jest.               
Portal ChrześcijańskiPortal Chrześcijański

Chrześcijańskie materiały

 
Leczenie pigułką antykoncepcyjną. Z pozycji Taty (1)
   

Autor: Jacek Pulikowski,
Miłujcie się! 3/2003 → Młodzież



Niejednokrotnie rozmawiając z młodym człowiekiem, który tragicznie pogmatwał sobie życie, obawiam się, by mu nie poradzić czegoś, co jest za trudne czy też jest po prostu dla niego niezrozumiałe. By uchronić siebie przed nudnym mentorstwem i pobożnym myśleniem życzeniowym, wymyśliłem swój sposób. Oto wyobrażam sobie, że młody człowiek jest moim pogubionym w życiu dzieckiem. Pomyślałem sobie, jak wielu młodych nie ma ojca, któremu mogłoby zaufać do końca. Ojca, którego można by o wszystko bez lęku zapytać. Oczywiście mają Ojca Niebieskiego, ale tu myślę o człowieku-ojcu, ziemskim tacie. Tylu wychowuje się bez ojca w ogóle. Tylu ma ojca dysfunkcyjnego, a nawet patologicznego, a iluż po prostu wiecznie nieobecnego w domu. Pomyślałem sobie, że można ich ból i niedosyt ojca choć trochę załagodzić, tworząc w „Miłujcie się!” rubrykę odpowiedzi na listy: „Z pozycji Taty”.

Witajcie!

Często czytam liczne świadectwa, które ukazują sie w „Miłujcie się!” oraz komentarze do nich dodawane. Czasami bardzo mi się podobają niektóre stwierdzenia i przemyślenia, jednak są też i takie, przy których łapię się za głowę! W numerze 1/2003 pojawiły się słowa: „Co czwarte małżeństwo w Polsce ma poważne kłopoty z płodnością. Niedługo pewnie co trzecie. Na Zachodzie, w niektórych krajach, już co drugie. Jest to zazwyczaj zawinione, najczęściej przez tę nieszczęsną antykoncepcję hormonalną stosowaną przez dziewczęta w wieku kilkunastu lat”. Kiedy to przeczytałam, stwierdziłam, że warto podzielić się moimi przeżyciami.

Zawsze dobrze się odżywiałam, ćwiczyłam na lekcjach wf-u, rzadko chorowałam. Aż tu nagle pojawiły się problemy z miesiączką – ot tak, bez moich jakichkolwiek starań czy winy! Po prostu moja mama w tym samym wieku (czyli mając 18 lat) również miała podobne trudności (wiadomo, że bolesność przechodzenia miesiączki może być dziedziczona). Trochę odczekałam, licząc na to, że wszystko się samo ureguluje, aż wreszcie podjęłam decyzję, że konieczna jest rozmowa ze specjalistą. Wybrałam się do lekarza, który – żeby ustabilizować moją gospodarkę hormonalną – przepisał mi środki hormonalne (jednocześnie antykoncepcyjne). Usłyszałam, że gdybym zostawiła sytuację samej sobie, to wówczas faktycznie mogłabym mieć problemy z płodnością! Autorzy niektórych artykułów zarzucają lekarzom, że wiele zatajają. Jednak dlaczego nie pisze się, że środki antykoncepcyjne stosuje się w celach leczniczych? Dlaczego pomija się fakt, że zapobiegają powstaniu raka piersi? Doświadczyłam na własnej skórze tego, jak działają tabletki. Wcześniej każda miesiączka była koszmarem – wymioty, niejedzenie przez 7 dni, odrętwienie, depresja. Nie mogłam chodzić ani się wyprostować – nie pozwalał mi na to ból kręgosłupa. Nie potrafiłam unieść plecaka z książkami, bo był zbyt ciężki. Teraz owszem – nie jest bezboleśnie, ale jem, mogę chodzić (co prawda nie szybko, ale mogę stawiać kroki!). I proszę, niech nikt mi nie zarzuca, że nie umiem wziąć cierpienia na siebie, zgadzać się z wolą Bożą, „bo chrześcijanin musi nieść swój krzyż”! Gdyby tak było, lekarze nie wykonywaliby swojego zawodu, bo przecież każdy pacjent powinien by wycierpieć swoje! A jeśli chodzi o skutki psychiczne, to uważam, że są pozytywne, bowiem nie płaczę przez wszystkie dni trwania miesiączki, czuję się aktywna i nie wyłączona ze świata, bo mogę w miarę normalnie żyć i funkcjonować. Medycyna zna takie przypadki, jak mój, nie wolno więc generalizować i ukazywać tylko jednej strony medalu. Każde lekarstwo może leczyć i szkodzić jednocześnie innym organom, ale jeżeli specjalista je przepisuje, to czy należy je odrzucić? Czy jako chrześcijanka powinnam była nie wziąć tej recepty? Czy może antykoncepcja jest tylko zła, jeśli ma zapobiegać zajściu w ciążę i stosowana jest wyłącznie w tym celu (choć nikt tego nigdy nie rozróżniał)? A co ze stwierdzeniem lekarzy, że częste ciąże wyczerpują i mocno obciążają organizm matki? Czy wiara i nauka nie idą w parze?

Bardzo ciekawi mnie odpowiedź na mój, jakże nie pasujący do pozostałych, list. Pozdrawiam,

Kasia ?

Kasiu!

To, że targają Tobą wątpliwości i silne uczucia jest dowodem Twojej normalności. To, że piszesz list „jakże nie pasujący do pozostałych” jest dowodem twej odwagi i szczerości. Zanim przystąpię do odpowiedzi na Twoje pytanie, chciałbym Ci powiedzieć rzecz podstawową, bo od niej zależy całe podejście do sprawy. Chodzi o wiarygodność wiedzy zdobywanej w najlepszej wierze. Słowem, komu wierzyć? Czy wystarczy, że ktoś jest specjalistą, by mu zaufać?

Wyobraź sobie, że jesteś osobą bardzo bogatą. Rodzina czyha na spadek po Tobie. Przekupili lekarza – uznanego specjalistę na skalę światową, u którego leczysz swe dolegliwości – by Ciebie uśmiercił „odpowiednio dobranymi lekami”. Zrobiłby to „fachowo” korzystając ze swej bogatej wiedzy. Czy dowiedziawszy się o tym, dalej będziesz korzystać z usług tego „światowej sławy specjalisty”? Byłabyś niespełna rozumu nie zmieniając lekarza!

Tak więc, w odpowiedzi na pytanie, komu wierzyć, ważniejsza jest pewność i zaufanie dobrym intencjom i postawie moralnej niż fachowość. By nie wylać dziecka z kąpielą – fachowość jest naprawdę ważna i same dobre chęci nie wystarczą (jak mówi przysłowie, „dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane”), ale jednak nie jest najważniejsza i z pewnością nie jest wystarczająca.

Spróbuj uwierzyć, że na ludzkiej słabości i na bałaganie w sferze seksualności robi się ogromne pieniądze. Jednym z ważnych terenów sex-biznesu jest antykoncepcja. Wiedzę na temat antykoncepcji szerzą jej producenci. Badania na temat skuteczności i ewentualnej szkodliwości prowadzone są na zlecenie i za pieniądze producentów. Pewien znany profesor przechodząc na emeryturę, ujawnił, że fałszował wyniki badań na zlecenie producentów. I co? I nic – wyniki jego obszernych badań nadal uchodzą za jedne z najwiarygodniejszych w świecie i są cytowane przez propagatorów antykoncepcji. Uwierz, że wiedza o dobrodziejstwach antykoncepcji propagowana jest przez tych, którzy na niej zarabiają ogromne pieniądze, jest po prostu niewiarygodna (nie godna wiary). Jedną z metod działań jest mylenie i mieszanie pojęć oraz wypowiadanie autorytatywnych, choć nieprawdziwych sądów o jej przeciwnikach. Nie gniewaj się za moją szczerość i „walenie prosto z mostu”. Twój list zdradza, że uległaś tej propagandzie.

A teraz do rzeczy, do pytań i twierdzeń zawartych w Twym liście.

? ...łapię się za głowę czytając o fali niepłodności, co „jest zazwyczaj zawinione, najczęściej przez tę nieszczęsną antykoncepcję hormonalną stosowaną przez dziewczęta w wieku kilkunastu lat”...

Gdybyś łapała się za głowę z przerażenia nad tragicznymi, choć ukrywanymi skutkami antykoncepcji byłaby to reakcja właściwa. Bo niepłodność wynikła z antykoncepcji hormonalnej jest udokumentowanym, obiektywnym faktem. Niestety z kontekstu Twego listu wynika co innego. Uwierz, że oburzenie na fakty jest dowodem, że uległaś zręcznym zabiegom przedstawicieli ideologii, dla której fakty te są niewygodne.

? ...przepisał mi środki hormonalne (jednocześnie antykoncepcyjne)... gdybym zostawiła sytuację samej sobie, to wówczas faktycznie mogłabym mieć problemy z płodnością!

Nie twierdzę, że nie powinnaś poddawać się leczniczej kuracji hormonalnej. Być może było to wskazane czy nawet konieczne. Nie da się tego rozstrzygnąć bez szczegółowych badań. Czy Twój lekarz je przeprowadził? Czy poprosił Cię chociaż o kilkumiesięczną obserwację objawów świadczących o gospodarce hormonalnej (śluz szyjkowy, poziom podstawowej spoczynkowej temperatury ciała, ból owulacyjny itp.)? Czy uczciwie zanalizował wyniki obserwacji? Jeżeli nie, to jego działanie, mimo, że skuteczne, było pochopne i być może szkodliwe. A może Twój lekarz jeździ na konferencje szkoleniowe w piękne zakątki świata na koszt firmy, której środki antykoncepcyjne proponuje pacjentkom? A może jego prywatny gabinet wyposażyła za darmo ta właśnie firma (są to powszechnie znane praktyki)? Nie wiem! Sama sobie odpowiedz, czy Twój lekarz jest wiarygodny i czy na jego opinii możesz polegać.

Opowiem ci, ku przestrodze, historyjkę z życia wziętą. Po lekcji w klasie maturalnej, na której dotknąłem problemu

antykoncepcji podeszła do mnie dziewczyna. Chciała porozmawiać. Była zaniepokojona faktem, że przyjmuje preparaty hormonalne „na uregulowanie miesiączki”. Ostatnio cykle jej się rozregulowały. Poszła do lekarza, który zapisał jej na „uregulowanie” hormonalny środek antykoncepcyjny. Zapytałem, jakie badania przeprowadził lekarz, o co zapytał? Zobaczyłem szeroko otwarte, zdziwione oczy. Żadnych badań. Żadnego wywiadu. Na „wejściu” zapisał środek na „uregulowanie miesiączek”. Rozmawiam dalej. Widząc zły stan psychiczny dziewczyny, wypytywałem dalej – o sytuację w szkole, w domu. Dziewczyna wybuchnęła płaczem – jej rodzice się rozwodzą...

Trudna psychicznie sytuacja spowodowała rozregulowanie biologicznego rytmu płodności. Jest to normalne nawet u kobiet dojrzałych o ustabilizowanej gospodarce hormonalnej, a co dopiero u dorastającej dziewczyny... Podsumowując: lekarz zapisał antykoncepcyjne środki hormonalne na... rozwód rodziców pacjentki! A przecież był specjalistą!...

Dodam jeszcze, że przy braniu hormonów krwawienia następują z regularnością szwajcarskiego zegarka. Tyle tylko, że nie mają nic wspólnego z rytmem płodności kobiety. Choć wyglądają tak samo, nie są miesiączkami (które kończą każdy cykl płodności), a jedynie krwawieniami z odstawienia pigułki. Klientka zadowolona z osiągnięcia pożądanego efektu zewnętrznego nie wie, że wcale nie została uleczona. Jej płodność jest prawdopodobnie w gorszym stanie niż wtedy, gdy nie brała żadnych tabletek.

Wracając do bolesności krwawień. Czy twój lekarz podpowiedział Ci bardzo prostą radę, byś w dniach krwawienia spróbowała spać leżąc na brzuchu? W wielu wypadkach to łagodzi, a czasem nawet rozwiązuje problem bolesności (no tak, ale na takiej radzie, nie tylko nie da się zarobić, a jeszcze można stracić klientów, którzy nie będą potrzebowali „pomocy” hormonalnej).

? ...dlaczego nie pisze się, że środki antykoncepcyjne stosuje się w celach leczniczych?...

Otóż nikt rozumny nie zakazuje stosować preparatów hormonalnych w celach leczniczych, nawet gdyby wśród skutków ubocznych było chwilowe zablokowanie rytmu płodności. W dokumencie Humanae vitae (encyklika papieża Pawła VI z roku 1968) mówi się wyraźnie: „Kościół natomiast uważa za moralne stosowanie środków leczniczych niezbędnych do leczenia chorób, choćby wynikać stąd miała przeszkoda, nawet przewidywana dla prokreacji, byleby ta przeszkoda nie była z jakichś powodów bezpośrednio zamierzona” (pkt 15, rozdz. I).

? ...skutki psychiczne...są pozytywne

Taka jest Twoja dotychczasowa obserwacja, bo doraźne dotkliwe dolegliwości ustąpiły. Oby okazało się to prawdą i obyś w ogólnym bilansie życiowym mogła potwierdzić, że skutki okazały się dobre. Naprawdę nie chcę Cię straszyć, ale rozsądne byłoby dopuszczenie myśli o możliwych złych skutkach w dłuższej perspektywie czasu. Ot, choćby problem płodności. Zbyt często rozmawiałem z parami, dla których niemożność poczęcia dziecka stała się ogromnym problemem życiowym, by tę sprawę zlekceważyć.

? Każde lekarstwo może leczyć i szkodzić jednocześnie innym organom, ale jeżeli specjalista je przepisuje, to czy należy je odrzucić? Czy jako chrześcijanka powinnam była nie wziąć tej recepty?

Oczywiście, lekarstwa nie tylko można, ale czasem wręcz należy zażywać, by wypełnić przykazanie – „nie zabijaj”, co znaczy, że trzeba dbać o zdrowie. Specjalistom należy wierzyć, lecz nie ślepo! Mało to dziś nieuczciwych specjalistów we wszelkich dziedzinach? Niestety są wśród nich lekarze, delikatnie mówiąc, „dofinansowywani” przez koncerny farmaceutyczne.

Zdecydowana większość leków ma jakieś działania uboczne. Cóż, nie jesteśmy genialni i trzeba się z tym pokornie pogodzić. Działa jednak w medycynie zasada tzw. nieproporcjonalnego ryzyka. Otóż, nie wolno lekarzowi leczyć chrypki, narażając pacjenta na śmierć. Tak samo nie wolno łagodzić dolegliwości związanych z miesiączkowaniem kosztem zniszczenia płodności. Przecież miesiączka jest wynikiem „nie-zajścia w ciążę”, czyli braku poczęcia w kolejnym cyklu „płodnościowym” (zwanym miesiączkowym).

Cały organizm kobiety podporządkowany jest tu najważniejszemu wydarzeniu – jajeczkowaniu, czyli owulacji, a miesiączka jest niewiele znaczącym, choć czasem dokuczliwym epizodem. Zmniejszenie bolesności „epizodu” nie wolno dokonywać kosztem zniszczenia nadrzędnego celu – płodności. To tak, jakbyśmy chcieli usunąć dole

gliwość odcisku na pięcie przez... amputację nogi.

Podobnie bywa z pewnymi ubocznymi „dobrodziejstwami” stosowania antykoncepcji. Hormonalne wyłączenie z pracy jakiegoś narządu oczywiście powoduje zmniejszenie chorób tegoż narządu. Jeżeli jednak wyłączenie jest nieodwracalne, to narząd nie choruje, ponieważ został „zabity”. Trudno jednak cieszyć się z takiego „sukcesu”. Zauważ, że podobna logika towarzyszy eutanazji. Śmierć pacjenta likwiduje dolegliwości wynikające z nieuleczalnej choroby. Zgódźmy się jednak, że jest to droga błędna, by nie powiedzieć – obłędna.

Podsumowując powyższe wywody. Jako chrześcijanka powinnaś używać potrzebne leki, również hormonalne, nawet gdyby to powodowało chwilowe i odwracalne obezpłodnienie. Jako chrześcijance nie wolno Ci brać preparatów hormonalnych w celach antykoncepcyjnych, lecz ostatecznie to nie preparat sam w sobie jest zły lub dobry, ale człowiek może go użyć w złym lub dobrym celu. Z pomocą młotka i gwoździ przybito Chrystusa do krzyża. Lecz młotek i gwoździe nie są ani dobre ani złe, a mogą być jedynie dobrze lub źle wykorzystane przez człowieka. Otóż wykorzystanie hormonów w celach leczniczych jest dobre, a w celach niszczenia płodności (antykoncepcja) jest złe. Wszak płodność jest dobrem i zadaniem człowieka należy o nią dbać, chronić i mądrze w życiu wykorzystywać.

? Czy może antykoncepcja jest tylko zła, jeśli ma zapobiegać zajściu w ciążę i stosowana jest wyłącznie w tym celu (choć nikt tego nigdy nie rozróżniał)?

Rzeczywiście twoja intuicja jest słuszna. Tyle tylko, że trzeba złagodzić ostrość słowa „wyłącznie”. Gdyby choćby jednym z celów zażywania tabletek miało być obezpłodnienie (działanie antykoncepcyjne), to to już wystarczy, by sięgniecie po ten preparat ocenić negatywnie. Rozróżnijmy wyraźnie pojęcie celu od skutku ubocznego. Jeżeli skutek uboczny jest konieczny dla ratowania wyższej wartości, trzeba się z nim pogodzić. Np. w przypadku nowotworu złośliwego narządów rodnych kobiety, radykalne wycięcie macicy wraz z przydatkami spowoduje całkowitą bezpłodność. Celem operacji nie było obezpłodnienie a ratowanie życia. Obezpłodnienie było w tym wypadku skutkiem ubocznym niemożliwym do uniknięcia. Nie powinno być żadnej wątpliwości moralnej przy zgodzie na tę operację.

Wybacz, ale stwierdzenie: „nikt tego nigdy nie rozróżniał” jest troszeczkę mało skromne. Czyżbyś przebadała wszystkie istniejące źródła, by wydać tak autorytatywny werdykt? Uczciwiej byłoby powiedzieć: „nigdy nie spotkałam się z takim rozróżnieniem”. To natomiast, że się nie spotkałaś z taką opinią, potwierdza moje przypuszczenie (i obawę jednocześnie), że korzystałaś dotychczas ze źródeł jednostronnych, produkowanych przez lobby antykoncepcyjne.

Rozróżnienie, o którym mowa, bardzo wyraźnie wprowadza nauka Kościoła katolickiego, już od 1968 roku. We wspomnianym już wcześniej dokumencie, Humanae vitae, papież Paweł VI jednoznacznie i precyzyjnie wyjaśnia tę właśnie kwestię. A swoją drogą smutne jest, że chrześcijanie znają naukę Kościoła w zniekształconej wersji podawanej przez jego wrogów, a tak rzadko sięgają do dokumentów źródłowych.

? A co ze stwierdzeniem lekarzy, że częste ciąże wyczerpują i mocno obciążają organizm matki? Czy wiara i nauka nie idą w parze?

W tle tego zdania pobrzmiewa alternatywa: antykoncepcja lub częste ciąże (w domyśle za częste, bo aż szkodzące zdrowiu). To zdanie zdradza brak nowoczesnej wiedzy na temat naturalnych metod rozpoznawania płodności. Nowoczesne metody NPR (naturalne planowanie rodziny) są dziś skuteczniejsze od „najlepszych” preparatów hormonalnych. Jeżeli znowu „łapiesz się za głowę”, to napisz list – chętnie odpowiem i na ten temat.

Ciąża jest stanem fizjologicznym zdrowia i niesie ze sobą, obok niewątpliwego trudu, szereg korzyści dla organizmu kobiecego. Choć oczywiście zgadzam się z faktem, że pewne choroby i dolegliwości kobiece są poważnym przeciwwskazaniem do zajścia w ciążę. Każda próba poczęcia kolejnego dziecka powinna być poprzedzona roztropnym i wielkodusznym namysłem jego rodziców. Rodzice powinni powoływać do życia dzieci (a ściślej – stwarzać potrzebne do poczęcia warunki) z miłości, czyli w trosce o dobro zarówno dziecka, jak i całej rodziny. To wyklucza poczęcie dziecka w złym dla niego czy matki czasie, a więc w szczególności wyklucza zbyt częste ciąże.

Pozdrawiam. Z modlitwą!

Tato ?

Zamów prenumeratę

Jeśli jesteś zainteresowany pobraniem całego Numeru w formacie PDF



Artykuł opublikowany za zgodą Miłujcie się! w listopadzie 2010 r.


Czytaj inne artykuły Chrześcijańskie po Polsku


Top

Poleć tę stronę znajomemu!


Przeczytaj teraz: