Postanowiłem być święty
Articles for Christians at TrueChristianity.Info. Postanowiłem być święty Christianity - Articles - Młodzież
Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.                Nie będziesz wzywał imienia Boga twego nadaremno.                Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.                Czcij ojca swego i matkę swoją.                Nie zabijaj.                Nie cudzołóż.                Nie kradnij.                Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.                Nie pożądaj żony bliźniego swego.                Ani żadnej rzeczy, która jego (bliźniego) jest.               
Portal ChrześcijańskiPortal Chrześcijański

Chrześcijańskie materiały

 
Postanowiłem być święty
   

Świadectwo,
Miłujcie się! 4/2003 → Młodzież



Pochodzę z bardzo wierzącej rodziny. Siedem lat byłem ministrantem, trzy lata należałem do wspólnoty neokatechumenalnej. Ale nie dawało mi to satysfakcji. Chciałem być kimś, chciałem zabłysnąć. Zaczęło się od palenia trawki w 7 klasie podstawówki. Potem z kolegą zgoliliśmy głowy, zaczęliśmy się bujać po ulicach, były pojedyncze ataki, pobicia. Piłem tyle, że bez tego ręce mi się trzęsły. Lubiłem też zadymy na stadionach.

Pojechałem na mecz Polska-Czechy do Ostrawy. Tak się tam spiłem, że nie wiedziałem, co się dzieje. Pobiłem policjanta. Zatrzymali mnie. Nie byłem już w stanie grać bohatera. Ze łzami w oczach wjechałem na celę. W uszach miałem to, co dosłownie dwa dni wcześniej mówiła mi mama: „Łukasz, nawróć się, bo Bóg tak tego nie zostawi. Coś się wydarzy”. I wydarzyło się – poszedłem siedzieć i to w obcym kraju. Pierwsze, co zrobiłem w celi, to ukląkłem na łóżku, zacząłem Boga przepraszać i prosić Go, żeby wyklarował tę sytuację. Po 3 miesiącach wypuścili mnie. Gdybym siedział 4 dni dłużej, to w szkole nie byłbym klasyfikowany i wyrzuciliby mnie. Dzięki Bogu i ludziom, udało się. Ukończyłem naukę w tamtym roku, za co jestem bardzo wdzięczny dyrektorowi mojej szkoły.

Zacząłem być normalnym człowiekiem. Trwało to 3 miesiące. Potem chłopaki znowu zaczęli o mnie mówić – ćpun. Znowu kradzieże, „dziesiona”, czyli sprawa za kradzież z pobiciem, i wyrok – 2 lata więzienia, w zawieszeniu na 3 lata, do tego ogromne pieniądze do zapłacenia. Ale ja to miałem gdzieś. Poznałem ciemną stronę miasta: kradłem, jeździłem na różne „numery”... A matka cały czas mówiła: „Łukasz, nawróć się, bo upadniesz bardzo nisko”. Zatykałem uszy, uciekałem, a ona, nawet jak spałem, to mnie budziła, zrywała ze mnie kołdrę i czytała mi Pismo Święte. Więc w końcu odstawiłem tamtych gości.

Zacząłem chodzić na siłownię, brać sterydy. Urosłem taki duży, jak chciałem. Co prawda, nie da się pogodzić narkotyków z siłownią, ale ja wykombinowałem tak, że się dało... Amfetamina, ecstasy, LSD... Kiedyś byłem na imprezie, gdzie 13 godzin, bez przerwy, przetańczyłem. Pracy szukałem dopiero wtedy, kiedy przychodziły pisma z sądu o zamianie grzywny na odsiadkę.

Trzymaliśmy się we trzech i kiedyś jeden z kumpli miał wypadek samochodowy: śpiączka, obrzęk mózgu. Obudziło się we mnie sumienie, bo ja miałem jechać razem z nim, pewnie siedziałbym obok kierowcy, tam gdzie uderzył autobus... To było ostrzeżenie. Wyspowiadałem się, bo kumpel był w potrzebie. Ale jak wyzdrowiał – co lekarze uznali za cud – to znowu zaczęła się siłownia, narkotyki, zabawy. W końcu przyszło takie cierpienie, że nic nie dawało satysfakcji: ani pobicia, ani narkotyki, ani bycie dużym, ani bycie twardzielem. Mówiłem sobie: „Ucieknę z tego miasta, zamieszkam gdzie indziej, znajdę chłopaków, którzy są grzeczni, z takimi się skumam, bo normalnie nie wyrobię...”.

A mama ciągle mówiła mi, żebym się nawrócił. Któregoś dnia stała na balkonie i paliła papierosa, więc zamknąłem balkon, zasunąłem firanę, żeby się jej pozbyć, żeby się pozbyć wyrzutów sumienia. I wtedy zobaczyłem coś niesamowitego – smutne, błyszczące oczy matki. One jakby mnie pytały: „Co ja ci zrobiłam?”. Serce mnie tak zabolało, że wpuściłem ją do mieszkania. Poszła do kościoła – był pierwszy piątek, a ja wziąłem Pismo Święte i znalazłem taki fragment: „Proście, a otrzymacie”. Zacząłem robić sobie kanapki i na głos rozmawiać z Bogiem. Powiedziałem Mu: „Wiesz, ja nie potrafię się nawrócić, nie mam takiej siły, ale gdybyś mi dał jednego małego kopa, to ja wskoczę na obroty... i będzie dobrze”.

Na drugi dzień poszedłem na imprezę do baru. Kumpel, który miał wypadek, wrócił do zdrowia i postanowił się napić. Było nas kilkunastu w boksie. Poszedłem tam wypity i naćpany. Spotkałem tam Tomka, też wypitego. I on zaczął mi mówić, że chodzi do kościoła, że chciałby zmienić swoje życie. Wtedy obudziła się we mnie jakaś moc. I to nie był tylko efekt narkotyków, bo trwa to cały czas od tamtej imprezy.

Wszystko zrozumiałem. Nie ćpam, nie piję i nikt nie chce mi uwierzyć, że wyszedłem z tego bez leczenia w ośrodku. Teraz czuję, że żyję. Dużo ludzi się ze mnie śmieje. Mówią, że „kwas mi się zawiesił” (to znaczy: LSD ciągle działa). A ja wiem swoje i wiesz, co postanowiłem? Może to dziwnie zabrzmi, ale... postanowiłem być świętym.

Łukasz

Zamów prenumeratę

Jeśli jesteś zainteresowany pobraniem całego Numeru w formacie PDF



Artykuł opublikowany za zgodą Miłujcie się! w listopadzie 2010 r.


Czytaj inne artykuły Chrześcijańskie po Polsku


Top

Poleć tę stronę znajomemu!


Przeczytaj teraz: