Articles for Christians at TrueChristianity.Info. Odpowiedzialność za zgorszenia (2) Christianity - Articles - Młodzież
Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.                Nie będziesz wzywał imienia Boga twego nadaremno.                Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.                Czcij ojca swego i matkę swoją.                Nie zabijaj.                Nie cudzołóż.                Nie kradnij.                Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.                Nie pożądaj żony bliźniego swego.                Ani żadnej rzeczy, która jego (bliźniego) jest.               
Portal ChrześcijańskiPortal Chrześcijański

Chrześcijańskie materiały

 
Odpowiedzialność za zgorszenia (2)
   

Autor: Teresa Tyszkiewicz,
Miłujcie się! 4/2003 → Młodzież



Prawo stanowione a prawo moralne

 Największe dobro człowieka – życie – jest jedno, jedyne i niepowtarzalne. Od samego początku zaistnienia na ziemi jest życiem człowieka i jego koniec w wymiarze doczesnym – to śmierć człowieka. Jako więc największe dobro jest i powinno być pod szczególną opieką prawa i instytucji społecznych.

Powszechna Deklaracja Praw Człowieka uchwalona 10 grudnia 1948 r. przez Ogólne Zgromadzenie Organizacji Narodów Zjednoczonych głosi: Każdy człowiek ma prawo do życia, wolności i bezpieczeństwa swej osoby (art. 3). Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia” – czytamy w naszej Konstytucji. Polski Kodeks Karny przewiduje: „Kto zabija człowieka, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 8, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności (art.148 par.1). Karta Praw Podstawowych Unii Europejskiej w rozdziale 1 par. 2 stwierdza: Każdy ma prawo do życia. Nikt nie może zostać skazany na karę śmierci ani stracony.

Ale to nie zapis prawny nadaje wartość życiu ludzkiemu, to nie on je nobilituje. Prawo ludzkie, stanowione przez ludzi jest, a raczej powinno być odzwierciedleniem tego imperatywu moralnego, który jest zapisany w sumieniach ludzkich i był w nich zapisany od początków ludzkości. Człowiek swoją godność, życie i prawa posiada z samego tytułu swego człowieczeństwa. To są wartości, które powinny być stawiane powyżej obowiązującego prawa [...]. Prawo stanowione przez państwo powinno pozostawać z tymi wartościami w harmonii lub co najmniej nie być z nimi sprzeczne. Tylko takiemu prawu należy się najwyższy szacunek – stwierdza prof. Wojciech Łączkowski.

Naturalne prawo moralne mówi: „nie zabijaj”. Nad obowiązywaniem tego prawa moralnego myślą, pracują i piszą od wieków ludzie sumienia; to oni też protestują przeciw jego pogwałcaniu. Wiek XX szczególnie wyostrzył zagadnienie, kiedy w cywilizowanych – zdawało się – krajach, zgodnie z prawem i decyzjami ludzi rządzących wydawano wyroki śmierci nie na pojedynczych ludzi, ale na całe narody i klasy społeczne. XX wiek był wiekiem barbarzyństwa, które wzięło swój początek w najbardziej cywilizowanym z kontynentów.

Po tej ponurej karcie historii pozostało dziedzictwo. Dziś już nie w imię totalitarnych ideologii, ale w imię wygody, przyjemności i nieskrępowanej konsumpcji odmawia się prawa do życia nienarodzonym, walczy się o prawo skracania życia „nieproduktywnym”. Ale tym razem nie chcemy się skupiać na problemie aborcji i eutanazji. Chodzi o życie w całym jego wymiarze.

Gdzie profilaktyka?

Pomiędzy narodzinami człowieka a jego starością i „końcem”, mieści się cały, długi okres życia, który też się domaga uszanowania, ochrony ze strony tych, którzy są powołani do jego pomyślnego rozwijania i bronienia w razie zagrożenia. Należałoby się spodziewać, że tak wielkie dobro, jakim jest życie człowieka, stoi w

centrum zainteresowań i współdziałania wszystkich czynników społecznych.

Tymczasem rośnie liczba zabójstw, udział coraz młodszych zabójców, rośnie brak odpowiedzialności za to, jak się jeździ po ulicach i szosach, co się dzieje w dyskotekach, szkole, sąsiedztwie, za rogiem. Nie ma co wyliczać, wszyscy wiemy, jak „staniało” ludzkie życie, jak łatwo je stracić, jak narasta agresja a spada poczucie bezpieczeństwa.

Raz po raz są organizowane odgórnie krótkotrwałe akcje (ograniczają się zazwyczaj do kilku billboardów) przeciw narkomanii, przemocy w rodzinie, ostatnio pedofilii. I dobrze, że są, ale o ileż cenniejsza byłaby profilaktyka społeczna, jakieś porozumienie instytucji, w których przecież działają ludzie nie pozbawieni sumienia i poczucia odpowiedzialności, aby hamować, jak się tylko da, zło w samym zarodku, aby się nie rozwinęło.

Tymczasem, jakby mechanizm był odwrotny: najprzód przymykanie oczu, aby nie zauważyć czającego się zła, nawet ciche przyzwolenie na nie. A gdy ono ujawni się w całym swoim rozkwicie, spóźnione bicie na alarm i rozdzieranie szat.

Przedszkola i szkoły deprawacji

zaczynają działać bardzo wcześnie: dobranocka, w której jedni walczą z drugimi, zagrożenia, ucieczki, niszczenie przeciwnika, kto się okaże szybszy i skuteczniejszy, eksplozje, z których wszyscy wychodzą żywi. Potem są filmy i programy, gdzie to już nie bajka, ale cel ten sam: zniszczyć przeciwnika. Teraz młody widz uczy się podstępów, ciosów, metod walki i „eliminacji” przeciwnika. Racje moralne są w większości przypadków tak mało uchwytne, że zafascynowany akcją młody widz nie wchodzi w to, czy szlachetny jest policjant a brzydki przestępca, czy odwrotnie. W mediach jest pełno agresji, przemocy, bicia, kopania leżącego, zabijania, śmierci. Każdy psycholog wie, że dziecko ma potrzebę odtwarzania tego, co widziało, słyszało, z czym się zetknęło. Dziewczynki „rozmawiają” ze swymi lalkami językiem, słownictwem i tonem, jakie same usłyszały od swoich matek. Więc czemu nie odtworzyć tego, co się widziało na ekranie. Można sprawdzić własną sprawność, szybkość orientacji, siłę „mułów”. Póki nie ma okazji w czynie, można poćwiczyć na grach komputerowych.

Ciekawość świata dorosłych powoduje, że zaspokaja się ją najczęściej w tajemnicy przed rodzicami, a edukatorów znaleźć łatwo w telewizji, grach komputerowych, internecie i czasopismach młodzieżowo-pornograficznych. Deprawacja jest subsydiowana: sprzedawcy w kioskach otrzymują premię za rozprowadzanie czasopism pornograficznych. Alkohol – jak wykazują kontrole – sprzedaje się nieletnim pomimo sankcji prawnych.

Sądząc z licznych listów naszych młodych czytelników, scenariusz deprawacji jest prawie zawsze ten sam. Najprzód wzorce z telewizji i czasopism „młodzieżowych”, papierosy i alkohol, aby zostać zaakceptowanym w środowisku, a potem może wybić się na przywódcę. Dalej: dyskoteka z narkotykami, pornografia, seks, młodociani dealerzy narkotyków w szkołach. Potem potrzeba szmalu na alkohol i działki, więc pierwsze napaści i kradzieże. Już zatrzymać się trudno, więc gwałty, rozboje i przestępstwa po pijanemu i na trzeźwo. I konsekwencja: policja, wyrok, więzienie. I wtedy dopiero następuje przejrzenie i dobrze, jeśli następuje. Dopiero teraz jest czas na refleksję i gorzkie stwierdzenie, że się kawał życia zmarnowało, tego jedynego swojego życia, że zaszły wypadki, których skutki będą się wlekły już zawsze.

Skorpion zamiast jajka

Pan Jezus mówi: Jeżeli któregoś z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? (Łk 11,11-12)

W tym wypadku słowo „ojciec” trzeba rozumieć szeroko: rodzice, wychowawcy, nauczyciele, redaktorzy audycji, czasopism i programów, organizatorzy imprez i rozrywek... Dziecko i niedorosły człowiek są jeszcze bezkrytyczni. Jest moda na coś, coś się reklamuje, więc się łapie, myśląc, że się bierze do ręki coś dobrego. A to „dobro” kąsa.

Za te rany odpowiadają wszyscy, którzy mogli deprawacji zapobiec, choćby tylko na swoim polu odpowiedzialności. Prezes telewizji publicznej sam wie, ile wpłynęło skarg i protestów przeciw agresji i szkodliwości niektórych programów i filmów w mediach. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, konstytucyjnie zobowiązana do stania „na straży interesu publicznego w radiofonii i telewizji”, też wie, jak traktowała głosy niepokoju o jakość moralną mediów, przecież utrzymywanych za pieniądze społeczne. Jeszcze niedawno, 11 czerwca br. w debacie sejmowej nad sprawozdaniem KRRTV padło oskarżenie, że emituje się programy pozbawione wartości, o treściach szkodliwych, zwłaszcza dla dzieci i młodzieży.

Są też rodzice, którzy nie poświęcając wyrastającym już dzieciom tyle uwagi i troski, ile należałoby, chwytają się argumentu: „Ach, niech się uczą życia”. Tym niech odpowie autorka jednego z listów do redakcji, młodziutka dziewczyna, po ciężkich przejściach, odarta ze złudzeń, wiary w człowieka i sens życia: „Rozumiem, że byli zapracowani, że może mieli dobre intencje, dając mi tyle wolności, że aż wyglądała na obojętność, może liczyli – pozwalając na tę lekcję – na mój charakter jakiś silniejszy, może..., ale czy ta lekcja musiała być aż tak okrutna?”.

Ku nadziei

Chyba największe zło byłoby wtedy, gdybyśmy się uznali bezradni wobec zła. A dziś ta pokusa jest szczególnie natrętna. Żeby ją odsunąć, trzeba uświadomić sobie prawdę, którą z całą mocą głosi Jan Paweł II w adhortacji apostolskiej Ecclesia in Europa, ogłoszonej zaledwie kilka tygodni temu: Niezależnie od wszelkich pozorów i chociaż skutki tego nie są jeszcze widoczne, zwycięstwo Chrystusa już się dokonało i jest definitywne (EiE 5). Ojciec Święty przypomina w niej słowa zmartwychwstałego Pana, zapisane w Apokalipsie św. Jana: Przestań się lękać! Jam jest Pierwszy i Ostatni, i Żyjący. Byłem umarły, a oto jestem żyjący na wieki wieków i mam klucze śmierci i Otchłani (Ap 1,17-18).

Jezus jest Panem życia i śmierci, nadaje sens każdemu życiu, upomni się o każde ludzkie życie odebrane czy zmarnowane. Każdy więc człowiek ma prawo żyć nadzieją, co więcej, chce żyć nadzieją, potrzebuje jej jak powietrza, ale szuka jej nieraz na ścieżkach zwodniczych. Często ten, kto potrzebuje nadziei, wierzy, że można zaspokoić tę potrzebę przelotnie i nietrwale. I tak nadzieję ograniczoną do przestrzeni ziemskiej, zamkniętej na transcendencję, utożsamia się na przykład z rajem obiecywanym przez naukę i technikę albo z różnymi formami mesjanizmu, ze szczęśliwością natury hedonistycznej, jaką daje konsumpcjonizm, czy też uro

joną i sztuczną, dostarczaną przez narkotyki, albo z pewnymi formami millenaryzmu, z oczarowaniem wschodnimi filozofiami, z poszukiwaniem ezoterycznych form duchowości, z różnymi prądami New Age (EiE 10).

Wobec tych błędnych dróg współczesności obowiązkiem chrześcijan jest ukazywać przykładem, słowem i świadectwem, na jakich drogach człowiek dzisiejszy może odnaleźć nadzieję, że jego życie jako dar Boga ma wartość nie tylko tu na ziemi, ale na całą wieczność. Trzeba więc, by życie ludzkie, dla każdego z nas jedno i niepowtarzalne, odzyskało w naszej kulturze właściwą sobie rangę, godność i nienaruszalność.

Uprzywilejowanym miejscem służby życiu i reedukacji szacunku dla niego jest rodzina. Tu z miłości męża i żony rodzi się nowe życie. Tu dziecko ma prawo rosnąć, poznając, co to jest bezpieczeństwo, opieka, miłość, zaufanie, dobro, wiara, Bóg. Tu młody człowiek przygotowuje się do odpowiedzialności za swoje życie i innych. Powstało w Polsce wiele stowarzyszeń i ruchów skupiających małżeństwa, których celem jest pomoc wzajemna w realizowaniu chrześcijańskiej wizji „Kościoła domowego” („Domowy Kościół”, Polska Federacja Stowarzyszeń Rodzin Katolickich, Ruch Apostolski „Rodzina Rodzin”, Ruch Rodzin Nazaretańskich, „Spotkania Małżeńskie”, Stowarzyszenie „Przymierze Rodzin” i wiele innych). Ojciec Święty życzy sobie, by w każdej parafii było prowadzone „organiczne duszpasterstwo rodzin”. Równocześnie – przypomina – Kościół musi z macierzyńską troską ofiarować pomoc tym, którzy znajdują się w trudnych sytuacjach, jak na przykład samotne matki, małżonkowie żyjący w separacji, rozwiedzeni, opuszczone dzieci (EiE 91).

Parafie w historii nie tylko Kościoła, ale też narodu polskiego odegrały doniosłą i wszechstronną rolę; im zawdzięczamy edukację religijną, moralną i patriotyczną w czasach niewoli. To one walnie się przyczyniły do uratowania tożsamości narodowej. Ta rola się nie skończyła. Doświadczenia ostatnich dziesięcioleci wykazały, wbrew pesymistycznym prognozom, że parafia, obecność widzialna Kościoła na określonym terenie, jest nadal nieoceniona i potrzebna. Trudno ją czymkolwiek zastąpić. Jest w Polsce mnóstwo parafii tętniących życiem. Są inne, gdzie proboszcz, nie chcąc niczego narzucać odgórnie, czeka na inicjatywy parafian, a parafianie czekają na impuls od swego proboszcza. Wszelkie sposoby opieki, pomocy, przekazu wiary i moralności chrześcijańskiej dzieciom i młodzieży (stowarzyszenia, świetlice, punkty pomocy w nauce, dożywianie, półkolonie, obozy, rajdy, pielgrzymki) są na wagę niezniszczalnego, bo duchowego złota.

Według Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami (Art. 53, par. 3) a szkoła na podstawie „Ustawy o systemie oświaty” z 7 września 1991 r. ma obowiązek wspomagania wychowawczej roli rodziny (art. 2). Więc rodzice mają prawo uczestniczyć w opracowywaniu programu wychowawczego szkoły, do której uczęszczają ich dzieci. Inicjatywy i współpraca grupy rodziców dzieci z tej samej szkoły mogą wnieść znaczący wkład w efektywność pracy szkoły na polu wychowawczym, zwłaszcza gdy chodzi o tak uniwersalne dobro, jakim jest życie ludzkie, a wzrost jego zagrożenia przez agresję, przestępczość czy lekceważenie, jest widoczny gołym okiem wszystkich.

W swej adhortacji Ecclesia in Europa Ojciec Święty wzywa wszystkich ludzi dobrej woli do „służenia Ewangelii życia”. Do tego konieczna jest powszechna mobilizacja sumień i wspólny wysiłek etyczny, aby wprowadzić w czyn wielką strategię obrony życia. Wszyscy razem musimy budować nową kulturę życia (EiE 96).

Teresa Tyszkiewicz

Zamów prenumeratę

Jeśli jesteś zainteresowany pobraniem całego Numeru w formacie PDF



Artykuł opublikowany za zgodą Miłujcie się! w listopadzie 2010 r.


Czytaj inne artykuły Chrześcijańskie po Polsku


Top

Poleć tę stronę znajomemu!


Przeczytaj teraz: