Articles for Christians at TrueChristianity.Info. Długa historia wojen o kulturę (cz. 1) Christianity - Articles - Ruch Czystych Serc
Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.                Nie będziesz wzywał imienia Boga twego nadaremno.                Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.                Czcij ojca swego i matkę swoją.                Nie zabijaj.                Nie cudzołóż.                Nie kradnij.                Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.                Nie pożądaj żony bliźniego swego.                Ani żadnej rzeczy, która jego (bliźniego) jest.               
Portal ChrześcijańskiPortal Chrześcijański

Chrześcijańskie materiały

 
Długa historia wojen o kulturę (cz. 1)
   

Autor: Grzegorz Kucharczyk,
Miłujcie się! 5/2010 → Karty historii Kościoła



Dyktatorski reżim relatywizmu dominujący w obecnej polityce i kulturze europejskiej, fenomen, przed którym systematycznie przestrzega papież Benedykt XVI (ostatnio podczas swojego pobytu w Wielkiej Brytanii), jest kontynuacją „wojen o kulturę”, które właściwie nieprzerwanie toczą się na naszym kontynencie od 1789 roku.

Kulturkampf (w j. niemieckim: wojna o kulturę) miał miejsce nie tylko w bismarckowskich Niemczech, ale znalazł także swoich gorliwych naśladowców we Francji, Włoszech, Portugalii oraz Hiszpanii. Jak widać fenomen ten dotyczył przede wszystkim krajów katolickich (albo tych, w których katolicy – tak jak w Niemczech po 1871 r. – stanowili spory odłam całego społeczeństwa) i we wszystkich tych krajach przybierał formę brutalnej walki różnych odłamów liberalizmu z Kościołem katolickim za pomocą opanowanego przez nich (Francja, Włochy, kraje Półwyspu Iberyjskiego) lub chwilowo im sprzyjającego (Niemcy Bismarcka) aparatu państwowego. Wszystko było podlane dużą ilością propagandowej frazeologii o „postępie”, „szerzeniu prawdziwej edukacji”, „wolności”. Tej ostatniej zresztą było najmniej we wszystkich kulturkampfach. Od Sprewy po Tag wolność w rozumieniu ówczesnych liberałów zaprowadzana była żelazną ręką państwa, które zresztą przy tej okazji stale poszerzało zakres swoich kompetencji. W XIX-wiecznych – podobnie jak w obecnych – „wojnach o kulturę” takie kategorie, jak wolność wyboru własnej drogi życiowej (np. obranie drogi powołania zakonnego) lub też nieskrępowane prawo rodziców do wychowania własnych dzieci na sposób, który oni uważają za zgodny z ich sumieniem (np. w szkołach prowadzonych przez Kościół) były traktowane jako nieistotne z punktu widzenia wyższego celu, jakim było zaprowadzenie za pomocą wyjątkowego ustawodawstwa i patroli żandarmerii – „nowej, lepszej kultury”.

Pierwowzorem tego odgórnego – za pomocą państwa, a wbrew ludowi, na który ciągle się powoływano – rozdzielania religii chrześcijańskiej od społeczeństwa była rewolucja francuska. Antychrześcijańskie oblicze rewolucji francuskiej wprost wywodziło się z ateizmu epoki przedrewolucyjnego oświecenia. Jak mawiał Wolter: należy „wymazać tę niegodziwość”. „Niegodziwością” dla autora Kandyda i jego uczniów władających Francją po 1789 r. było, rzecz jasna, chrześcijaństwo. Hasło Woltera – notabene autora Traktatu o tolerancji, z której miało być jednak wyłączone chrześcijaństwo – rozwinął już w czasie rewolucji jeden z członków klubu jakobinów, który w 1795 r., przemawiając na zebraniu swojej sekcji, mówił: „Tak, obywatele, religia jest nie do pogodzenia z ustrojem wolności, czujecie to tak samo jak ja. Nigdy wolny człowiek nie pochyli głowy przed bogami chrześcijaństwa; nigdy jego dogmaty, rytuały, tajemnice, moralność nie będą mogły odpowiadać republikaninowi... Oddajcie nam pogańskich bogów! Chętnie będziemy czcić Jowisza, Herkulesa czy Pallas Atenę, ale nie chcemy więcej tego baśniowego stwórcy świata... nie chcemy więcej tego Boga nieogarnionego, który wszystko ponoć napełnia”.

Autorem tych słów był osławiony markiz de Sade – znany ze swego zboczonego życia seksualnego (od jego nazwiska pochodzi nazwa pewnej dewiacji), z którego to powodu został zresztą na prośbę własnej rodziny osadzony na jakiś czas w Bastylii. W tym kontekście jej zburzenie nabiera całkiem nowego znaczenia.

Gdy de Sade mówił te słowa, od ponad pięciu lat trwała już rewolucyjna polityka wymierzona we Francję jako „pierworodną córę Kościoła”. W pierwszej kolejności uderzono właśnie w Kościół. Już w 1789 r. skonfiskowano mu wszystkie majątki, które podobnie jak w XVI-wiecznej Anglii stały się początkiem fortun nowej, republikańskiej arystokracji (spekulujących na tzw. asygnatach mających zabezpieczenie właśnie w skonfiskowanych kościelnych majątkach). W lutym 1790 r. rewolucyjne Zgromadzenie Narodowe zadekretowało zniesienie wszystkich zakonów we Francji, a 15 sierpnia 1791 r. (nieprzypadkowo wybrano dzień wielkiego święta kościelnego) zakazano księżom noszenia sutann. We wrześniu roku 1793 – w apogeum szalejącego wówczas jakobińskiego terroru – uchwalono „prawo podejrzanych”, które otwierało możliwość zgilotynowania osoby także za żywienie „arystokratycznych sympatii”; te ostatnie mogły oznaczać także ukrywanie lub uczestnictwo we Mszy św. odprawianej w prywatnych mieszkaniach przez tzw. niezaprzysiężonych księży – czyli tych, którzy nie złożyli przysięgi na wierność tzw. konstytucji cywilnej kleru.

„Konstytucja cywilna kleru” była próbą ustanowienia we Francji schizmatyckiego wobec Rzymu Kościoła. Z katolickich duchownych czyniła funkcjonariuszy państwowych, wybieranych (w tym biskupi) przez wszystkich obywateli danego departamentu (obszar diecezji przykrojono do granic administracyjnych) – bez względu nawet na to, czy byli oni ateistami czy też nie. 10 marca 1791 r. tę uzurpację rewolucyjnego państwa oficjalnie odrzucił i potępił papież Pius VI. Król Ludwik XVI, chociaż podpisał ten dokument, to traktował „konstytucję cywilną” jako kroplę przelewającą kielich goryczy – o czym poinformował w liście pozostawionym na krótko przed nieudaną ucieczką z Paryża.

„Konstytucja dla kleru” była przełomowa również dlatego, że była ona pretekstem do rozpętania kolejnej spirali przemocy przeciw duchowieństwu, które nie przysięgając na nią, dochowywało wierności widzialnej Głowie Kościoła. 27 maja 1792 r. zadekretowano więc deportację do kolonii wszystkich duchownych odmawiających zaprzysiężenia. 18 marca 1793 r. republika uchwaliła karę śmierci dla odmawiających zaprzysiężenia. Kara śmierci była przewidziana, jak wiemy, również dla tych osób świeckich, które udzielały schronienia tzw. niezaprzysiężonym kapłanom lub uczestniczyły w nabożeństwach przez nich odprawianych oraz korzystały z udzielanych przez nich sakramentów. Jak mówił w roku 1793 „kat Lyonu”, jakobiński komisarz Chalier: „Księża są jedyną przyczyną nieszczęść we Francji. Rewolucja, która jest triumfem oświecenia, tylko z obrzydzeniem może spoglądać na zbyt długą agonię zgrai tych niegodziwców”.

Męczennicy czasów rewolucji

Ocenia się, że podczas rewolucji we Francji życie za wiarę oddało ok. 3 tysięcy katolickich kapłanów. W 1793 r. jednym z tych męczenników był ks. Julien d’Herville – niezaprzysiężony jezuita. W aktach orleańskiego Trybunału Rewolucyjnego zapisano m.in., że: „Znaleziono przy nim wszystkie środki dla uprawiania fanatyzmu i przesądu: szkaplerz z dwoma medalikami, małe okrągłe pudełko z zaczarowanym chlebem [chodzi o konsekrowane Hostie – przyp. G.K.], taśmę, na której był przyczepiony duży krzyż ze srebra, serce wykonane ze srebra oraz kryształowy relikwiarz”.

Danton namawiał swoich kolegów z rewolucyjnego Konwentu, by wszystkich „opornych księży” załadować na barki i wyrzucić „na jakiejś plaży we Włoszech, ojczyźnie fanatyzmu”. W końcu jednak wybrano mordercze tropiki Gujany Francuskiej, która stała się miejscem zesłania i męczeństwa „niezaprzysiężonych”. Przez ponad pół roku (od końca roku 1793) na taki los oczekiwało na barkach u wejścia do portu w Bordeaux ponad 800 księży. Stłoczeni w nieludzkich warunkach, pozbawieni żywności, lekarstw i elementarnych warunków dla prowadzenia ludzkiej egzystencji, czekali na wypłynięcie na ocean. W tych warunkach spośród 829 księży zmarło aż 547. Pomimo wszystko do końca trwali w tych katuszach. Modlili się wspólnie i spowiadali. 1 października 1995 r. papież Jan Paweł II beatyfikował 64 z nich, bo jak powiedział w swojej homilii beatyfikacyjnej Ojciec Święty: „Na dnie udręki zachowali ducha przebaczenia. Jedność wiary i jedność ojczyzny uznali za sprawę ważniejszą niż wszystko inne”.

Na tym zresztą nie kończy się martyrologium Kościoła francuskiego z czasów rewolucji, sporządzane przez Jana Pawła II. W lutym 1984 r. beatyfikował on 99 męczenników z Angers, ofiar krwawej pacyfikacji Wandei przez republikę. Do chwały ołtarzy wyniesiono wówczas 11 księży i 3 zakonnice. Papież z Polski kontynuował w tym względzie dzieło swoich poprzedników na Stolicy Piotrowej. W nbsp;roku 1906 św. Pius X beatyfikował 16 karmelitanek z Compiègne, straconych podczas dechrystianizacyjnej polityki władz republikańskich (1793 – 1794). Na miejsce stracenia wiezione były bydlęcymi wozami. Wszystkie śpiewały Miserere i Salve Regina (Witaj, Królowo Niebios). Gdy ujrzały szafot, odśpiewały Veni Creator (Przybądź, Duchu Święty) i na głos odnowiły swoje przyrzeczenia chrzcielne i śluby zakonne.

Osobną grupę wśród męczenników czasów francuskiej rewolucji stanowią osoby świeckie, które za okazane miłosierdzie osobom duchownym, poprzez udzielenie im schronienia we własnym domu, były posyłane na szafot. Część z tych osób doczekała się oficjalnego uznania swojej chwały męczeństwa przez Kościół (np. męczennicy z Angers), większość to święci bezimienni. Niektórych jednak znamy, jak na przykład skazane na śmierć 1 lipca 1794 r. w Morlaix 80-letnia wdowa Anna Leblanc i jej 60-letnia córka Anastazja. Ich „zbrodnią” było przechowywanie u siebie w domu ściganego księdza, Augustina Clecha, z diecezji Tregnier. Albo Maria Gimet, robotnica z Bordeaux, która z pomocą Marii Bouquier (pracowała jako służąca) ukrywała w swoim mieszkaniu trzech księży: Jeana Moliniera (z diecezji Cahors), Louisa Soury’ego (z diecezji Limoges) oraz Jeana Lafond de Villefumade’a (z diecezji Perigueux). W uzasadnieniu wyroku śmierci dla tych kobiet czytamy: „podzielały kontrrewolucyjne uczucia niezaprzysiężonych księży (...), chlubiły się, że ich ukrywały, oraz kilkakrotnie powtarzały, że lepiej być posłusznym Prawu Bożemu niż prawu ludzkiemu. Nie znaleziono żadnych okoliczności łagodzących (np. w postaci plebejskiego pochodzenia oskarżonych)”.

Zniszczyć papieski Rzym

Osobno należy omówić wrogie akty rewolucyjnego państwa (czy to republiki, czy wywodzącego się z „ideałów 1789 roku” I Cesarstwa) wymierzone w Stolicę Apostolską i kolejnych papieży. Już w 1790 r. zaanektowano należący do papieży Awinion. Wypowiedzeniem wojny, także papieżowi, była uchwalona w tym samym roku „cywilna konstytucja kleru”. Od słów do czynów republika przeszła w 1796 r., z chwilą błyskotliwej ofensywy generała Bonapartego w Italii. Dwa lata później, 1 lutego 1798 r., wojska francuskie pod dowództwem generała Berthiera zajęły papieski Rzym. Krótko potem następnym krokiem było „spontaniczne” ogłoszenie przez „lud rzymski” (czyt. co bardziej aktywni członkowie lóż wolnomularskich) „spontanicznie” (pod czujną obserwacją wojsk zaprzyjaźnionych, przybyłych zza Alp) powstania Republiki Rzymskiej, znosząc w ten sposób istniejące od ponad tysiąca lat Państwo Kościelne. Ażeby bardziej upokorzyć papieża, decyzję tę promulgowano 15 II 1798 r., w rocznicę wyboru papieża Piusa VI.

Ponad 80-letniego, schorowanego papieża Piusa VI francuscy rewolucjoniści wygnali z Rzymu i umieścili w surowych warunkach twierdzy Valence. Tam też Pius VI w dniu 29 sierpnia 1799 r. zakończył swoje życie. Jego ostatnimi słowami było wezwanie modlitewne: „In te Domine speravi, non confundar in aeternum” („Tobie, Boże, zaufałem, nie zawstydzę się na wieki”). Wysłannik republiki napisał natomiast do paryskiego Dyrektoriatu: „Ja, niżej podpisany obywatel, stwierdzam zgon niejakiego Braschi Giovanni Angelo, który pełnił zawód papieża i nosił artystyczne imię Piusa VI”. Na końcu zaś napisał : „Pius VI i ostatni”.

Jeszcze przed śmiercią Piusa VI podobne nadzieje wyrażał generał Napoleon Bonaparte – przyszły cesarz Francuzów. Pisał on do swojego brata Józefa, pełniącego funkcję francuskiego wysłannika przy Państwie Kościelnym: „Jeśli papież umrze, należy uczynić wszystko, by nie wybrano następnego i aby nastąpiła rewolucja” [w Państwie Kościelnym]. Ale kolejnego następcę św. Piotra wybrano podczas konklawe poza Rzymem (w Wenecji) i przybrał on imię Piusa VII. To z nim Bonaparte jako Pierwszy Konsul zawarł w 1801 r. konkordat kładący kres najgorszej fali prześladowań Kościoła we Francji i umożliwiający odbudowę struktur kościelnych. Kreujący się na następcę Karola Wielkiego Korsykanin potrzebował papieża, by odbyć cesarską koronację w Paryżu. Ale cały czas traktował on biskupa Rzymu jako podwładnego sobie funkcjonariusza. Nie tolerował żadnego sprzeciwu i wymagał bezwzględnego posłuszeństwa. Gdy w 1809 r. Pius VII „ośmielił się” wyrazić swój sprzeciw wobec brutalnej wojny prowadzonej przez Cesarstwo przeciw katolickiej Hiszpanii, papież został aresztowany i przewieziony do Francji, gdzie był więźniem cesarza Francuzów aż do jego upadku w roku 1814.

Nowa Francja – nowa kultura i nowy czas

Rewolucja miała na celu nie tylko niszczenie chrześcijańskiego oblicza Francji. W miejsce „najstarszej córy Kościoła”, miała powstać „nowa Francja” i „nowy Francuz” – każdego, kto nie mieścił się w „republikańskich wymiarach”, do ich wielkości przykrawała gilotyna. Choć nie tylko chodziło tutaj o ludzi. Oto w 1793 r., podczas jednej z debat toczonych w Konwencie, poważnie roztrząsano projekt jednego z jakobińskich deputowanych zakładający zburzenie wszystkich wież kościelnych we Francji w imię republikańskiej równości (współczesny nam Trybunał ze Strasburga dodałby pewnie „gwałcenie swobody religijnej” przez fakt zwieńczenia tych wież krzyżami). Do realizacji projektu nie doszło, co nie zmienia tego, że francuska rewolucja to odsłona radykalnego, antykatolickiego ikonoklazmu. Niszczono całe katedry (w tym wspaniałą bazylikę w Cluny) lub je poważnie uszkadzano (zwłaszcza tzw. portale królewskie, m.in. w paryskiej Notre Dame i w jej odpowiedniczce w Chartres). Z perełki gotyku, kaplicy Saint Chapelle w Paryżu (zbudowanej przez św. Ludwika IX w XIII w. jako relikwiarz dla Korony Cierniowej), uczyniono magazyn na zboże. Katedrę w Chartres od zburzenia uchronił pewien obywatel, który wykupił ją od władz po cenie gruzu (dzisiaj katedra jest wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO). W Bourges, gdzie stoi inna wspaniała gotycka katedra, komitet rewolucyjny postanowił zburzyć dwa kościoły (w tym i katedrę), ponieważ „w sytuacji, kiedy triumfuje filozofia, należy dołożyć wysiłku do zniszczenia wszystkich świątyń, które świadczą o głupocie naszych ojców i konserwują nadzieje winne przesądów i szarlatanerii”.

„Nowy człowiek” miał funkcjonować w nowym czasie („nowym” – czyli antychrześcijańskim). W tym kontekście trzeba rozpatrywać wprowadzenie przez francuskich rewolucjonistów (w 1792 r.) nowego, tzw. republikańskiego, kalendarza. Początkiem nowej ery miała być data proklamacji republiki we Francji (22 września 1792 r.), a nie narodziny Chrystusa. Zniesiono Dzień Święty (niedzielę), jak i wszystkie pozostałe chrześcijańskie święta. Zamiast 7-dniowego tygodnia wprowadzono 10-dniowe dekady (chodziło o zamazanie odrębności niedzieli). Jak mówił Fabre d’Eglantine – jeden z projektodawców republikańskiego kalendarza: „Długie przyzwyczajenie do gregoriańskiego kalendarza wypełniło pamięć ludu znaczną ilością wyobrażeń, które długi czas były szanowane i które jeszcze dzisiaj są źródłem jego błędów religijnych. Konieczne jest więc zastąpienie tych wizji ignorancji rzeczywistością umysłu, zastąpienie godności kapłańskiej prawdą natury”.

„Nowego człowieka” w „republikańskiej cnocie” miała wychować nowa szkoła, oparta na wyjęciu jej spod jakiegokolwiek wpływu Kościoła i oddanie jej pod całkowitą dominację rewolucyjnego państwa. Republikański model edukacyjny miał być oparty wprost na antychrześcijańskich zasadach. Jak mówił wspominany już tutaj teoretyk i praktyk rewolucji, markiz de Sade: „Francuzi, zadajcie tylko pierwsze ciosy [religii katolickiej – przyp. G.K.], reszty dopełni oświata publiczna”.

Co może oznaczać takie „republikańskie wychowanie”, któremu oddano Francuzów na okres jednego pokolenia (niemal 30 lat, które minęły od roku 1789 do 1815 – do powrotu monarchii), najlepiej dokumentują słowa Fiodora Dostojewskiego: „Jeśi któregoś dnia człowiek podejmie próbę, gdziekolwiek by to było, budowania swojego życia na ateizmie, stworzymy coś tak wstrętnego, tak ślepego i nieludzkiego, że cała budowla runie pod ciężarem ludzkich przekleństw”.

To pokolenie wyrosłe i ukształtowane przez rewolucję (I Cesarstwo było tutaj jej kontynuatorem) oznaczało przerwaną ciągłość nie tylko z dawną Francją królów, ale przede wszystkim z Francją chrześcijańską – „pierworodną córką Kościoła”. Rewolucja nie jest najgorsza w tym, co niszczy, ale w tym, co tworzy. (cdn.)

Grzegorz Kucharczyk

Cz. 2 tutaj.

Zamów w sklepie

sklep.milujciesie.org.pl

Zamów prenumeratę

Jeśli jesteś zainteresowany prenumeratą papierową kliknij tutaj

Zamów prenumeratę

Jeśli jesteś zainteresowany pobraniem całego Numeru w formacie PDF



Artykuł opublikowany za zgodą Miłujcie się! w marcu 2015 r.


Czytaj inne artykuły Chrześcijańskie po Polsku


Top

Poleć tę stronę znajomemu!


Przeczytaj teraz: